Nasz piękny apartament. Lub mieszkanie, jak to woli (choć to niewłaściwe słowo:)
Pisałam wczoraj, że wyjazd do ostatniego momentu stał pod znakiem zapytania. Ale musze dodać, że i akomodacja do przedednia wyjazdu była rzeczą niewiadomą.
Jak zawsze korzystałam ze strony HOMELIDAYS.COM, która polecam z całego serca. I z czystym sumieniem. To jedyna strona, jaką znam, która nie pobiera prowizji za docelowy wynajem lokum. A te wynoszą czasem 30%, czyli granda!
Mediolan jednak miastem jest nietustycznym. Jest troszkę jak Warszawa, centrum regionalnego biznesu, stąd hoteli tu bez liku, a mieszkań dla przybyszów nie za wiele. Jednak wysiłek poszukiwawczy wart jest poświęcenia, ponieważ własne M2 na kilka dni pobytu to (w przeciwieństwie do hotelu) i własny palnik i kawa i wygodna kanapa i - jak w naszym obecnym przypadku - prywatny stół do gry w piłkarzyki:) (od razu wtrące - nie wiem, czy w tym przypadku przed "i" nie powinno być przecinków, w razie czego, proszę o korektę). A i koszt dwukrotnie mniejszy niż trzygwiazdkowy hotel.
Ale bezpośredni kontakt z prywatną, wynajmującą osobą, a nie z recepcjonistką z listą pokoi przed oczami ma też swoje minusy. Często właściciele nie mówią w żadnym innym języku niż swój. Czasem muszą na tydzień przed wyjazdem odwołać rezerwację. A czasem także... przestają odpowiadać na maile! Sytuacje to nieczęste (na ok. 15 zabookowanych w ten sposób mieszkań zdarzyło mi się to dwa razy), ale się zdarzyło. I to także teraz. Na dwa dni przed wyjazdem zostaliśmy bez miejsca docelowego.
Napisałam zatem do wszystkich właścicieli wszystkich apartamentów z homelidays.com:) Odpowiedzi zawsze zaczynały się od słowa "Sorry". Aż w końcu w przededniu wyjazdu o godz. 14.00 odpisała niejaka Francesca. Ufff... (Wizja mikropokoju w mikrohotelu za 800 euro przerażała mnie)
Na ten apartmanet (mieszkankiem tego nie można nazwać) patrzyłam od dawna. 80m2, strych, stara kamienica, dwa przestronne pokoje, balkonik z bluszczem. I racjonalna cena, czyli 500euro za pięć nocy (choć to i tak drogo, jak na nasze szukanie okazji). Ale to, co zobaczyłam po znalezieniu się na miejscu przerosło moje oczekiwania.
Po pierwsze - Francesca wygląda tak:
Dla niewtajemniczonych opisuję: To Jerry Hall, modelka lat 70tych, była żona Micka Jaggera z The Rolling Stones. Mając w pamięci wtorkowy koncert Bryana Ferry w Warszawie (którego to Bryana blond pani rzuciła właśnie dla Micka) pomyślałam, że nasz samolot stał się kapsułą czasu... Uszczypnęłam się w ramię, czuję, znaczy to dzieje się naprawdę. Francesca okazała się przerzeprzemiła kobietą, uśmiechającą się identycznie jak pani powyżej. I uśmiechającą się non stop.
Okazało się też, że Francesca ma na własność więcej niż tylko strych. Ma także drugie piętro, pierwsze piętro i parter. I taras, który widzę ze swojego balkoniku. Ach, i klatkę schodową (oczywista!), która jest oklejona zdjęciami jej dwóch synów i córki. Takiego włoskiego klimatu nie oczekiwałam (choć tu akurat najlepiej użyć zwrotu "nie marzyłam")
I jest jeszcze jeden plus wynajmowania apartamentu: nie bankrutujemy na restauracje! Własny palnik sprawia, że możemy sobie sami przygotowywać obiady, a w takim kraju jak Włochy nie nauczyć się przyrządzać pysznego włoskiego to grzech. Dodatkowa bliskość Carrefoura lub innego supermarketu sprawia, że gotowanie staje się jeszcze bardziej ekonomiczne. Ale to, ile dziennie wydaje się na "apartamentowych" wczasach, opiszę dziś. Będę zbierać rachunki:)
PS Półka z makaronami w osiedlowym sklepie. Jak tu się nie rozwinąć kulinarnie?














Super reportaz, mieszkam tu juz kilka lat ale niektore adresy od Was pozycze :) tak to jest praca dom, dom praca i wiele rzeczy sie nie docenia i nie odwiedza... no i mieszkanko a raczej apartamento to Wam sie udalo cudne!
OdpowiedzUsuńKochani next time zapraszam do mnie na kawe! pozdrawiam cieplo... i d a :)
www.idadutka.com