Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Thassos. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Thassos. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 28 czerwca 2015

Dom marzeń, czyli raz jeszcze jak chcieliśmy kupić dom w Grecji

Grecja nie przestaje nas zadziwiać i to zarówno pod względem polityczno-ekonomicznym (wczorajsze ogłoszenie), jak i architektonicznym. Bo to, że Grecja przepięknym krajem jest, to wiadomo. Ale że tak grecki piękny dom znalazł miejsce na Sycylii, to już niecodzienna sprawa. Biel i błękit, bielone ściany, ceramika na podłodze, stare drewno – wszystko tu jest na wskroś greckie.
Posiadanie takiego domu w Grecji czy na Sycylii jest zapewne marzeniem 90 procent czytających tego bloga. Naszym też.
Ponad rok temu przebywaliśmy na greckiej wyspie Thassos (pisownia różna, spotykane też Tassos). Thassos jest nieodkrytym skarbem Grecji, a raczej niebyt zadeptanym turystycznie. jest to skrajnie na wschód położona wyspa, wyżej niż Cypr. Jest chyba jedyną tak zieloną wyspą Grecji, podążając za tym, co mówi Maciek, który Grecję przemierzył jako dwudziestolatek, imają się tam prac dorywczych, jeżdżąc autostopem i pływając na statkach rejsowych. Ostatnio nasz znajomy udał się na Thassos – na wycieczkę all inclusive – i przyjechał już po całkowitym urokiem tego miejsca. “Ludzie uroczy, nie naciągają, częstują, podwożą, oliwki pyszne, ser znakomity, miasteczka jak z pocztówek, a zieleń niespotykana.”
I kiedy byliśmy na tej urokliwej wyspie ponad 365 dni temu, poważnie rozpatrywaliśmy kupno domu. Oglądaliśmy jeden, który zaprezentowaliśmy na blogu.
http://blog.dekornik.pl/grecki-dom-czyli-co-mozna-nabyc-droga-kupna/



Dom ceny wygórowanej nie posiadał, bo kosztował 140.000 zł. Stan domu – lekki remont (dom po babci) i można mieszkać. Aby dostosować go do standardu zdjęć poniżej oczywiście należałoby go solidnie zszargać i odświeżyć. jednak byłoby to do zrobienia, szczególnie, że “lokalni cudzoziemcy” wyrazili chęć pomocy zarówno w remontach (hydraulik z Anglii i elektryk ze Szwecji), jak i kontaktu i pilnowania ekipy.
Ostatnio – patrząc na pogodę w Warszawie i sytuację w Atenach – myśl powróciła.
Napisaliśmy do zaznajomionych Szwedów. Zobaczymy…










A jeśli ktoś chce pooglądać więcej włoskich i sycylijskich domów – ku uciesze i inspiracji, zapraszam na stronę fotografa, Adriano Bacchelli. Warto.

http://www.adrianobacchella.com/homes-hotels/#3297 

środa, 4 czerwca 2014

Monotematycznie, czyli my znowu o Grecji

Nie może mi ta Grecja wyjść z głowy, chociaż ich filozofia "avrio" (jutro) nie do końca wpisuje się w moje życie powakacyjne. Pracy dużo, słońca jakby mniej niż przed dwoma tygodniami :) A sny ciągle w kolorach białym i niebieskim.

Dlatego dziś zamieszczam śliczną willę na wyspie Mykonos, znalezioną na blogu Decorology. Zauważyłam, że Amerykanie w ogóle kochają Grecję. W wielu wywiadach, pytani o ulubiony kraj (inny niż własny), wymieniają właśnie ojczyznę Midasa. W sumie mają tam wszystko - wieczne słońce, historię starszą niż ta za Oceanem, magię w postaci mitów i dobre ceny. Ja też przystaję na to wszystko :)






wtorek, 27 maja 2014

Grecki dom, czyli co można nabyć drogą kupna

Przy okazji pobytu na wyspie Thassos obejrzeliśmy jeden dom na sprzedaż. Tak po prostu.
Gdyby ktoś był zainteresowany, mogę przekazać kontakt :)




















Trzy razy tak, czyli głosujemy na Grecję.

Grecja jest niedoceniana. Inaczej brzmią proste zdania: Spędziłem urlop we Włoszech. Spędziłem urlop w Grecji. Włochy to prawdopodobieństwo malowniczej Toskanii, Grecja to raczej tandetny trzygwiazdkowy hotel na Kos.
Mam dom na Sycylii. Mam dom w Grecji. Pierwsze zdanie wypowiedziałby pan Niemczycki, drugie - mikroprzedsięciorca z Augustowa.

Maciek wspomina Grecję sprzed dwudziestu lat, kiedy z rodzicami wybrali się tam samochodem. Dokładnie na półwysep Chalkidiki, dziś mekkę turystów. Pamięta, że kiedy dojechali w ten rejon wieczorem, nie mogli znaleźć hotelu. Pusta plaża, żadnych neonów i dźwięków z pobliskich dyskotek. Dziś taki widok Chalkidiki jest niemożliwy nawet dla tych o wielkiej wyobraźni. Grecja postawiła na turystykę i nie dziwne, patrząc na długość linii brzegowej i przyjazny klimat. 

Są jednak miejsca, takie jak Kallirachi, które nie są uformowane pod przyjezdnych. Wejście do Kallirachi, niewielkiej mieściny na zboczach wyspy Thassos, przypomina ożenek w starej żydowskiej rodzinie. Jak mówiła kiedyś w wywiadzie Gołda Tencer: "Jeśli planujesz ślub z chłopcem z tradycyjnej żydowskiej rodziny, miej świadomość, że żenisz się z całą rodziną!". Mniej więcej tak to brzmiało. I mniej więcej tak to pobrzmiewa w tej greckiej wiosce. Status turysty lub nuworysza nie nobilituje. To ty powinieneś być cieniem i dopełnieniem tej wioski. Ta wioska bez ciebie nie straci (no, może 4,5 euro za sałatkę grecką), ty bez niej jesteś uboższy. Bo tak hermetyczne, cofnięte w czasie i urokliwe  środowisko to już nieczęsty widok w Europie.

Zachęcam Państwa dlatego do szukania w Grecji takich przystani. Po wylądowaniu na Chalkidiki, proszę wynająć samochód lub skuter i przejechać przynajmniej taki dystans, że hotele będą się rysować na horyzoncie już tylko jako majaki. Zatrzymać się wtedy w wiosce, uśmiechnąć do stojącego najbliżej mieszkańca. On na pewno odwzajemni uśmiech.


PS Szukając tawerny na obiad, zawsze proszę najpierw spytać właściciela (nie kelnera) o coś. Chociażby o wi-fi. Jeśli odpowie głośno i z uśmiechem, dotknie ramienia lub zacznie przyjaźnie mruczeć pod nosem, proszę usiąść. To gwarancja, że podczas obiadu utniemy z nim miłą pogawędkę. Może doradzi, może coś opowie, a może na migi będziemy wydobywać z siebie informacje o pochodzeniu i celu wizyty. Ale będzie zabawnie. I po grecku.

poniedziałek, 19 maja 2014

Wszystkie Skale Grecji, czyli stairways to heaven?

Do Grecji stosunek zawsze miałam mieszany. Ich manana, luz i lekkie zaniedbanie nie pasują do mojej natury geeka z cienką podszewką ADHD. A jak pisał Hemingway, nie sposób uciec od siebie , przenosząc się z miejsca na miejsce. Więc trochę ja nietutejsza. Z drogiej strony ich komunikatywność, bezinteresowność i optymizm to coś, co urzeka przybysza. Jesteśmy w miejscowości Skala Maries około tygodnia i od właścicieli tawerny, do której codziennie zaglądamy po espresso i internet doznaliśmy tyle dobrego, co chyba przez rok w naszym pochmurnym podobno teraz kraju. Po pierwsze prawie codziennie dostajemy darmowy deser, jeśli tylko pojawimy się w dobrej porze dnia (po południu). Po drugie pisałam już o chęci udostępnienia nam przez nich internetu - nieodpłatnie. Niestety nie wyszło do końca. Po trzecie, kiedy dowiadują się, że chcemy odwiedzić pobliską miejscowość, dowiadują się, kto jedzie w danym kierunku, żebyśmy nie jechali autobusem, a z kimś z miasteczka, w komfortowych warunkach. Po czwarte, zgubiłam bluzę. Właścicielka tawerny Eleni, znając niektórych kierowców autobusu, zadzwoniła do każdego z pytaniem, czy danego dnia miał kurs i czy nie znalazł przypadkiem beżowego okrycie wierzchniego. Nie znaleźli. 
Te cztery punkty to dowód, że w Grecji mieszka się łatwo. Każdy doradzi, każdy pomoże. Każdy nawet nauczy, bo przy każdej wizycie w ( jedynym w mieścinie) sklepie lub na (weekendowym) straganie zawsze przyswajamy nowe słówka od chętnie edukujących nas autochtonów. 
nie znam Grecji i nie wiem, czy Skala Maries jest pod tym kątem wyjątkowa. Maciek mówi, że nie. Że cały kraj i wszyscy ludzie są tacy. Pamięta ich gościnność sprzed ponad 10 lat, kiedy w czasach licealnych wybrał się z kolegą na tzw. hitchhiking, czyli po polsku autostop po Bałkanach. Od tego czasu Maciek zawsze wypowiada się o Grecji co najmniej pozytywnie. 
Thassos, wyspa na której mieszkamy, to malownicze miejsce. Przedostatnia wyspa po wschodniej stronie Grecji, za Chalkidiki, a tuż przed Tracją, stroni od turystów. Kogokolwiek pytam o zagęszczenie ludzi z północy w ciepłych miesiącach roku, odpowiada, że oprócz trzech miejscowości typowo turystycznych, nie zauważymy najazdu. W Skala Maries w lipcu jest ok. 300 ludzi przyjezdnych. Większa część z nich to Ci, którzy zatrzymują się tu na obiad. W miejscowości nie ma żadnego hotelu. Są mieszkania do wynajęcia, pokoje, domy. W sumie miejsca na pięćdziesiąt osób. Thassos nastawia się głównie na Niemców, choć z tego co pamiętam cała Grecja najbardziej lubi turystów z tego kraju. Jednak tu nie uświadczymy znaków i napisów w języku angielskim. Ludzie uczą się słówek niemieckich, oglądają kanały w Tv w języku typowym dla Bawarii, nie dla Essex :) W hotelu, w którym zatrzymaliśmy się pierwszej przejazdowej nocy, właścicielka, cudna leciwa kobieta imieniem Electra, co kilka minut krzyczała do nas z drugiego końca korytarza, restauracji lub ogrodu "Alles gut?". W końcu zaczęliśmy odpowiadać "Ja". 
Do tego, to co urzeka na Thassos to osobliwie umieszczone miejscowości. Każda z nich ma dwie odsłony. Jest np. Maries i Skala Maries. Jest Kallirachi i Skala Kallirachi, Prinos i Skala Prinou. Miejscowości oryginalne, bez ozdobnika Skala, leża od dwóch do dziesięciu kilometrów wgłąb lądu. Wszystkie "Skale" to miejscowości nadmorskie, a skala oznacza tych co "schody", "zejście", najlepiej, trafnie przetłumaczone na angielski (nie niemiecki!) jako "stairways". Thassos wyspą jest wulkaniczną, więc i wyboistą, stąd różnice w poziomie morza pomiędzy np. Maries i Skalą Maries sięgają nawet tysiąca metrów. Wędrówka ze Skala Kallirachi do Kallirachi, choć trwa zaledwie 30 minut i mierzy dwa kilometry, to trzydziestominutowa wspinaczka. A samo miasteczko nie daje wytchnienia, bo uliczki w nim to istny pionowy labirynt. 

Dziś właśnie przeprowadzamy się do Kallirachi, od włoskiej cudnej kobiety to szwedzkiej i równie przyjaznej pary, która ma tam dom. Jeśli dojdziemy...


Kallirachi czyli czym Grecja bogata. No, powiedzmy.

Kallirachi to wioska, która chciałam zwiedzić już z poziomu warszawy. Wpisałam w wyszukiwarkę zapytanie o najpiękniejsze miejsca na wyspie i nazwa Kallirachi wyskoczyła od razu. Nie dziwię się, bo to śliczna, niewielka (choć większa niż Skala Maries) mieścina. I tak grecka jak tylko greckim można być.
Wystarczy spojrzeć na zdjęcia poniżej.






Jutro przenosimy się znad morza w góry, czyli ze Skala Maries do Kallirachi. Aby zamienić krajobraz z tego przesiąkniętego błękitem na ten z lasem i skałą wystarczą... 2 kilometry! Jutro je pokonujemy!

sobota, 17 maja 2014

Greckie dwa tygodnie, czyli my znowu w podróży





Wylądowaliśmy w Grecji, a dokładnie w Salonikach. Z lotniska w Salonikach należało przemieścić się na drugą stronę miasta, dwoma środkami lokomocji. Po dotarciu na drzworzec "po drugiej stronie miasta" nastąpiła przesiadka do miasta Kavala, a podróż autobusem klasy B po drogach klasy A zajęła nieco ponad dwie godziny. Z Kavali już tylko prom, półtorej godziny, na malowniczą wyspę Thassos.



Thassos to wyspa gór. I zatok. Część wyspy (wschodnie wybrzeże) to turystyka, druga część to po prostu Grecja. Białe budynki, granatowe okiennice, bordowe kwiaty. Dużo ruin (piszę do domach), trochę tawern, jeden, dwa sklepy na miasteczko. Do tego fale, domy poustawiane na skalach i jaskółki, które latają niżej od tarasów. Widoki niezwykłe.

Szukaliśmy w Grecji wyspy, która nie kojarzy się z hotelami. Nie ma w nazwie Kos lub Chania, a leżaki na plaży nie są częścią krajobrazu. Zachodnie wybrzeże wyspy Thassos, pływającej przy brzegu Macedonii, spełniło te wygórowane w kontekście Grecji żądania. W naszym znalezionym kompletnie przypadkiem miasteczku Skala Maries jest pięć tawern, w tym jedna uważana za najlepszą na całej wyspie. Jest także jedna piekarnia i jeden supermarket w pojęciu greckim, w niczym nieprzypominający sklepów Społem. wszystko prowadzone jest przez lokalnych mikrobiznesmenów, bardziej przyjaznych i serdecznych niż Ci z marketingowych plakatów. Przykład: nasze mieszkanie nie ma internetu. Musimy więc codziennie człapać do jednej z tawern (tej najlepszej na wyspie), żeby odsiedzieć w niej bite 60 minut i pozałatwiać sprawy na linii Warszawa - Skala Maries. Nico, właściciel knajpy, widząc nasze zmieszanie i wyczuwając w powietrzu problem, poinformował nas, że mieszka niedaleko naszego domu i że jeśli chcemy, może udostępnić nam dane do sieci, abyśmy mogli legalnie podkradać internet. Do naszego mieszkania sprytny plan co prawda nie sięga, ale już kilka kroków poza budynkiem - owszem. Widok chłopaka i dziewczyny, siedzących z laptopami na skałkach przydrożnych jest dla mieszkańców wręcz zdumiewający, toteż nie praktykujemy tej metody zbyt często. Ze szkodą dla bloga, niestety…













Jutro opiszemy, jak żyje się w Skala Maries, dlaczego wszystkie wioski nadmorskie mają w nazwie Skala i są całkiem nowe. A wszystko to wiemy od uroczej pary prowadzącej najlepszą tawernę w Thassos. Raczą nas codziennie takimi opowieściami. I darmowym ciastem.

Ściskamy ciepło wszystkich czytelników!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...