czwartek, 28 kwietnia 2011

Lata (bez)świetlne

Przez prawie rok - czego nie wyjawiłąm na blogu bądź co bądź wnętrzarskim - żyliśmy bez światła w dużym pokoju. To znaczy światło było, ale poboczne: w przedsionku, nad stołem, nad kuchnią i na półce. Połączenie tych punktów dawało piękny proministy czworokąt, który dawał lekką żółtawą poświatę. Górnego źródełka, dającego znacznie jaśniejszy efekt był jednak brak.
Także nasz sufit wyglądał przez prawie 12 miesięcy tak:

Nie wynikało to jednak z naszego lenistwa, ale z braku odpowiedniego żyrandola lub lampy. I przepalenia przewodów:)
Przy okazji remontu łazienki pan majster naprawił instalację, ale... zdemontował rozetę. 
Wtedy już i wygląd i brak funkcjonalności sufitu naprawdę zaczął nas drażnić.

Następnym krokiem ku zagospodarowaniu miejsca po rozecie były moje blogowe poszukiwania. I tak trafiłam na stronę ALVHEM, prezentującą piękne szwedzkie mieszkania na sprzedaż. "Kamieniczne", odrestaurowane i zaaranżowane.
I tam zastanowiło mnie wykorzystanie różnych estetycznie źródeł światła - nowoczesny robot wisi nieopodal lampy empire, a lampa stołowa w stylu lat 50tych sąsiaduje ze sztandarowym produktem IKEI. 

I wtedy pomyślałam sobie, że żyrandol wcale nie musi być przecież centralnym punktem pokoju. A jeśli nie musi być centralnym punktem, to i jego kolor nie mysi być zdecydowany. A jeśli kolor nie musi być zdecydowany, to i forma może być subtelna.
Następnie wpadłam na lampę PHILIPS Ecomoods, prezentującą się jak na obrazku poniżej:

Jedynym mankamentem lampy jest jej trójramienność. Troszkę mała. Na szczęście w jednym z marketów budowlanych, znaleźliśmy zamiennik. Większy:
Podsumowując:
PHILIPS ECOMOODS - 280zł, Allegro
LAMPA CHIŃSKA CZTEROŹRÓDŁOWA - 330zł, Leroy Merlin
Inspirująca strona do przewertowania (wystarczy kliknąć poniżej):

piątek, 22 kwietnia 2011

Żółtego wszystkiego najlepszego!

Wszyyyyyyyyystkim przyjaciołom naszego bloga życzymy żółtych, pierzastych, cieplutkich, radosnych i smacznych Świąt! I na tyle mokrego Dyngusa, żeby się fryzura nie zepsuła!

czwartek, 21 kwietnia 2011

How do you do?

I'm fine, thank you. - tak w telegraficznym skrócie mogę przedstawić to, co dzieje się u nas od dwóch tygodni.
Przepraszam za pustą ciszę na polu blogowym, ale usilnie dopracowujemy naszą stronę internetową, która rusza... na Święta! Stąd mieszkanko leży odłogiem - w tym łazienka oczywiście:)
Po Świętach na pewno wrócę do codziennego bloggingu, bo materiałów nazbierało się multum. Przede wszystkim przeglądy prasy, a co za tym idzie, nowe skepy internetowe (PS Polecam nowy numer Mojego Pięknego Domu - kolorowy...). I Ikea tyle nowości wprowadziła...

My wprowadzamy nowy sklep, o czym jeszcze zatarabanię (musiałam użyć tego słowa) na blogu:) Poniżej dwa screeny, jak to w ogóle będzie wyglądać:


Poza tym dopracowujemy druk na kafelkach i przyznaję, że wszyscy, którzy przychodzą do nas odebrać zamówione prace są zdumieni, że tak to pięknie wychodzi. Bo naprawdę pięknie. Także polecam dekory lub podstawki np. z własnymi zdjęciami. Kapitalna sprawa!

I polecam przez następne miesiące odbierać od nas rzeczy osobiste. Przynajmniej dwa razy w tygodniu gości u nas taki oto Pan:


Imię jego Chowder i jest ona małym kudłatym Godenem. Boskie stworzenie, nieporadne piekielnie. Należące do Mellona, czyli Piotrka, który od jakieś czasu wpółpracuje z nami m.in. przy montażach naszych produktów. Zapraszam...
I zapraszam jutro na bloga - o życzenia. Ach, i w sobotę, na naszą nową stronę!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...