Mamy pewien
kąt w sypialni, który WYMAGA zagospodarowania. Jest to mianowicie miejsce,
gdzie niegdyś biegła ściana, pomiędzy dwoma pokojami ( z których właśnie zrobiła się jedna sypialnia). Ściany już nie ma, ale rureczka, która w niej biegła - owszem, została.
Rurka, jak już kiedyś opisywałam,
biegnie 10 cm nad podłogą, a żeby nie było za łatwo, równolegle do niej. I tak na 40 cm od kaloryfera. Twardy orzech...
Głowiliśmy się dobre dwa miesiące, jak rurkę zasłonić. Maciek proponował w tym miejscu barek (hm....), a majstrowie przekonywali, że "my tu ci zrobimy taki podeścik, tu się swiatełka zamontuje, żwirkiem posypie i normalnie kwiat posadzi (wow!).
Aż tu całkiem przypadkiem, przy wizycie pierwszych gości, zasłoniłam prowizorycznie rureczkę wiklinowym robotniczym fotelem, przykryłam go kocem, a obok postawiłam minitaborecik z gazetami. I wyszedł piękny kącik "na zadumę i refleksję".
Także od tego weekendu, mamy plan:
kupić docelowy fotel, który zasłoni rurkę na stałe.

Piekielnie podobają nam się
fotele klubowe z lat 50-70. Na Allegro nawet nie są drogie, bo ok. 150-200 zł. Szkoda tylko, że od wczoraj mamy zablokowane allegrowe konto...