piątek, 31 października 2014

W drodze do Afryki, czyli prawie doba na...plecaku.

Maroko jawi nam się jako kraj niedostępny. Nie ze względu na szerokość geograficzną czy kulturę, ale ze względu na podróż, która będzie drugą na podium podróżą w kategorii długości. Dwadzieścia godzin na walizkach. bardziej niedostępna była jedynie Sardynia z dwudziestoczeterogodzinnym rekordem. 
Wylatujemy z lotniska w Katowicach. Zakładany czas odlotu naszego czarteru jeszcze przedwczoraj oscylował w okolicach ósmej rano. Wczoraj jednak zmienił się na 12.00. Wyjechaliśmy z Warszawy o północy, Polskim Busem, aby znaleźć się w Katowicach przed piątą. Przenieśliśmy się nastęonie na dworzec kolejowy, który jest także dworcem autobusowym, aby zaczekać do godziny siódmej na transport na lotnisko. Potem jeszcze tylko spokojne 2 godziny do odprawy. W sumie około 2-3 godzin snu. Kiedy wylądujemy w marokańskich Agadirze, od razu znajdujemy transport w bardziej cichy, lokalny zakątek kraju. Choć Maciek stawia i namawia mnie na Marrakesz, na pierwszy rzut. Ja wolę na początek ciszę, a na koniec trochę szaleństwa. 
Żałujemy, że w Maroku możemy być jedynie tydzień, gdyż podobno prawdę tego kraju odkrywa się nie na wybrzeżu, a przechodzą góry Atlas, w głębi kraju. Niestety napięty grafik i zdrowy rozsądek nie pozwala nam zostać na tym kontynencie dłużej. 


A nie pozwala nam dlatego - to chyba dobry moment, aby wyjawić tę tajemnicę - że w styczniu przenosimy się na jeszcze inny kontynent, czyli do Azji. tak, jak w poprzednim roku. Z jedną tylko zasadniczą różnicą, tym razem zamierzamy pozostać tam całe trzy miesiące. Marszruta nie jest jeszcze wymyślona i zależy od cen biletów. Marzy nam się Birma, Laos, a mi do tego Filipiny. Kilka dni temu czytałam artykuł na portalu “Na temat” o panach, którzy znaleźli na Filipinach prawie tak dziewiczy zakątek, jak nasz kambodźański. Taki zakątek, gdzie ludzie żyją z dnia na dzień, a siła wyższa nie kwapi się o wymyślanie nazwy dla tamtejszej ziemi. Po co? I tak wszyscy wiedzą, gdzie są. 
Tęsknimy z Azją bardzo. Przez cały rok tęskniliśmy i już po lutowym przyjeździe postanowiliśmy powtórzyć podróż. Właśnie jesteśmy na etapie powiadamia naszych współpracowników i klientów o naszych zamiarach. To bardzo komfortowa sytuacja wypracować przez lata i miesiące  taką sytuację, że klienci nie mają nam tego za złe, nie buntują się. To bardzo fajne mieć taką ekipę, która - mimo, że się trochę buntuje i przekomarza - sprawi, że firma będzie dalej funkcjonować. I tak sobie myślę, że chyba po to się pracuje. Po to, żeby zrobić coś fajnego, własnego (mając na myśli grupę, a nie jednostkę), angażującego i sprawiającego frajdę. Chociaż… nie mówię hop, nie dzielę skóry, nie chwalę dnia. Będzie jak będzie. Najwyżej wrócimy do freelansu :)

Odzywamy się do Państwa z Maroka, jak tylko znajdziemy jakąś przystań. Podzielimy się wrażeniami. Dla mnie to ziemia nieznana. 

I jeszcze wklejam zdjęcie z katowickiego dworca. Piękne hasło do darmowego internetu! Piękne jak polskie logo!

czwartek, 30 października 2014

Jutro na innym kontynencie, czyli na krótko urywamy się z zimnej Warszawy

Jutro lecimy do Maroka na tydzień. Więc za dwa dni odezwiemy się z Marrakeszu lub cudownej przystani dla surferów, która leży ok. 100 kilometrów, pomiędzy Agadirem i wspomnianym wcześniej miastem. Biegniemy się pakować, zostawiając Państwa ze zdjęciami przystani. Boskie, prawda?



poniedziałek, 27 października 2014

To już pewne, czyli jesteśmy oficjalnie w sezonie świątecznym

Od kilku lat w świecie mody wszystkie panie redaktor grzmią, że pokazy mody na rok 2015 niedługo zaczniemy organizować dwa lata przed tą datą. Magazyny kobiece na listopad także ukazują się już przed 10 października.
I widzę, że świat wnętrzarski bierze przykład. Pod koniec października mamy pierwsze okładki i zapowiedzi Gwiazdki: australijskie wydanie Inside Out i międzynarodowe wydanie IKEA Family Live.
W sumie, nie wiem, co napisać :)
Pokażę.

PS Jak Państwo myślą, którego pojawi się pierwsza wystawa w świątecznej odsłonie? Moim zdaniem ok. 5 listopada. Proszę typować!




niedziela, 26 października 2014

Apel mój osobisty, czyli żyj kolorowo (marzenia najbarwniejsze miej)!

Mam dzisiaj dla Państwa wpis, który od dawna za mną chodzi. Inspiracją do tego posta nie jest wprawdzie wnętrzarstwo, ale moda. Sam przekaz pasuje jednak jak ulał do obu dziedzin.
A przekaz jest następujący: skończmy z szarością! 
Byłam  w zeszłym tygodniu na spotkaniu w DaWandzie, czyli firmie, która prowadzi wielki sklep internetowy z rękodziełem. I tam bardzo miła dziewczyna imieniem Emilia opowiadała mi, jakim trendem jest szarość i choć na kolorowe rzeczy, owszem, jest popyt, jednak stosunek szarości do koloru równy jest 10:1. Dwa tygodnie temu zaś nagrywałam zajawkę dla jakiegoś programu internetowego i pani przyniosła mi do założenia na wizji ciemną, szarą sukienkę. Do tego oversize, czyli trzy numery za dużą. Specjalnie taką. Spytałam, dlaczego na szaro, przecież tu kamera, przecież nasze wnętrze kolorowe, a i ja w kolorowych sukienkach często chodzę. “Kochana” - usłyszałam - “To ty nie wiesz, że teraz można wziąć kawałek szarego materiału, wyciąć trzy dziury, dwie na ręce i jedną na głowę - albo i nawet odwrotnie - i masz murowaną sprzedaż! Kochana, trzeba się podporządkować!”
No więc ja się nie podporządkuję! Szarówkowym nowowiercom mówimy “nie”. Podążając z wolna za trendami, wyszarzymy sobie powoli ubranie, włosy, domy, a w końcu życie.
A gdzie kolor? Gdzie fuksja, gdzie butelkowa zieleń, gdzie szlachetny fiolet? Tęsknie do ubrań i wnętrz w kolorze francuskiego, morskiego lazuru, dodatków z żółtego słońca, złota.

Szczególnie teraz, kiedy idzie zima. Na ulicach i tak już szaro, drzewa bez liści, kamienice nie odbijają już ciepłego światła, kawiarnie pozwijały kolorowe parasole i markizy. Gdzie szukać koloru, jak nie w sobie, na sobie i w domu? Czy za miesiąc jedynymi zauważalnymi plamami koloru w Warszawie naprawdę będą tylko brzuchy sikorek, kubraki jamników, podświetlony Pałac Kultury i tęcza na Placu Zbawiciela (jeśli akurat jej nie spalą)?

Dlatego apeluję o umiar w szarości :) Wiem, że to kolor bezpieczny, uniwersalny, wiem, że potrafi być piękny. Ale poza szarościami, beżami, bielą i czernią istnieje takie spektrum barw, że szkoda je marnować. Oj, szkoda. Tyle szans na dodaniu życiu barw!

I jeszcze na koniec wstawiam akapit z dziennika Krystyny Jandy. Nie pierwszy raz zresztą… :) Tu pani Janda pisze o kolorach w jej domu. Nic, tylko się uczyć.

Urządzam i maluję swój nowy pokój do pracy. Ten, który miałam dotąd, muszę oddać synowi. (…) Dziś jeszcze muszę zdecydować, na jaki kolor pomaluję u siebie ściany, w tym nowym miejscu. Śpię najchętniej w zieleni, ale pracuję w czerwieni, a raczej odmianach czerwieni. Kolor to sprawa szalenie indywidualna. Każdy z nas reaguje na kolory bardzo intensywnie, nawet jeśli nie zdajemy sobie z tego sprawy. Wybór koloru otoczenia, w którym spędzamy dużo czasu, jest sprawą zasadniczą. Dla mnie jedną z podstawowych. To tak jakbym spędzała życie w tym kolorze. Większość osób, które znam, nie mogą się obyć bez bieli. Biel porządkuje ich myśli i daje poczucie harmonii i bezpieczeństwa. Ja bieli nie znoszę, białych wnętrz. Przeszkadzają mi, nie dają mi się skupić. Zbyt jasne wnętrza mnie denerwują. Wszystkie pokoje w moim (o cholera! mąż by mnie zabił!), w naszym domu są kolorowe. Sypialnie mają szarą, spokojną, ale dość intensywną zieleń, jadalnia jest ciemno brązowa! Od jakiegoś czasu mam ochotę pokój dzienny pomalować na malinowo, ale wciąż nie mam odwagi.
Pewnie i tym razem u siebie zdecyduję się na kolor z grupy czerwieni. Chciałabym, aby była to nasycona chińska róża. Zobaczymy.

Jak wyglądałby świat zrobiony na szaro?













Zostawiam Państwa z panią Ewą Bem, która pięknie śpiewa o kolorze. O szarości recytuje za to pan Turnau, ale w jego piosence tylko "szaro, buro i zima. Nie ma Mickiewicz i nie ma Tuwima." Proroczo zresztą recytuje. Proszę wziąć sobie mój skromny apel do swoich czerwonych serc. I żyć kolorowo! :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...