piątek, 31 lipca 2009

Mój bilans

Ja kursuję pospiesznie między Wilczą (pracownią), a Emilii Plater (remontem). Od tygodnia. Karmię trzech chłopaków i trzy koty - swoją drogą: chłopaki schudły, koty wręcz przciwnie:)
Dziś robiłam za Panią sprzątającą - mycie klatki schodowej, sprzątanie łazienki i zamiatanie mieszkania. Na szczęście majster Gregory jest absolutnym pedantem, więc w tym ostatnim bardzo mnie odciąża:)
Mój bilans okresu poniedziałek - piątek jest taki:
złamanych paznokci: 10!
włosy: po remoncie chyba na zapałkę
buty: wszystkie białe
waga: 2 kilo mniej od stałych kursów
ogólne samopoczucie: jak słysze motor, to myślę, że to wiertarka! Serio!
Cudnego weekendu!
PS My jutro budowlanka,więc na pewno coś skrobnę :)

Mam ochotę na chwileczkę zapomnienia...

Czyli czas pokazać, jak to tak naprawdę (mniej więcej) będzie wyglądało.
Po kolei:
Kuchnia:
podłoga - obowiązkowo szachownica (prawie nie do zdobycia, po weekendzie opiszę, skąd można wziąć niedrogą)
szafki - IKEA białe lakierowane. Jedne drzwiczki będą czerwone lakierowane, dla kontrastu (także opiszę po weekendzie)
blat - IKEA, bo mają cudne ceny:)
glazura - dorwaliśmy (nie za tanią, ale przepiękną) stylizowaną na stare podłużne kafelki. Hiszpańska za 140 zl m2 - to chyba nasz najdroższy zakup (także opiszę)
zabudowa górna - brak - jedynie półki, bo mało gotujemy
Kącik przy oknie kuchennym - przy ściance gipsowej:
Jak już wielokrotnie sygnalizowałam na naklejkachsciennych.pl amerykańskie blogi to niewyczerpane żródło pomysłów.
I to jeden z nich:
stara drabina, najtańsze półki z IKEI i biała farba. Ja ten pomysł kupuję:)
Salon:
większośc mebli już mamy (zgromadziłam przez 8 lat samodzielnego mieszkania:)
także jasno, przestrzennie, ale nie sterylnie.

Parapety bez tandety

Jak już wspominaliśmy (który ja już raz piszę to zdanie...:) mieszkanie, które remontujemy jest średnio doświetlone, przez wielką loggie, na którą wychodzą wszystkie okna. Dlatego zdecydowaliśmy się na małe parapety (żeby także nie zabierać powierzchni) oraz kolor biały. Kolor biały parapetów podyktowany jest trzema rzeczami:
- nie przyciemniać pomieszczenia
- blat w kuchni będzie drewniany (ciemny). Stół do jedzenia będzie z drewna kolonialnego (już go mamy), więc parapet nie może być także w drewniany, bo będa wtedy trzy odcienie drzewa:)
- nie będziemy na nich nic stawiać. Kwiatki odpadają ze względu na niepohamowany apetyt naszych kocurów.

Parapet pochodzi z Leroy Merlin (znów stawiamy na bliskość dowozu) i jest to płyta z białą lakierowaną owijką (lakierowane będą także szafki w kuchni, ale o tym w przyszłym tygodniu:).
Po wymierzeniu parapetów wychodzi nam:
sypialnia i pracownia: 104+245+146 = 495
salon z aneksem: 210 (w kuchni jest jeszcze jedno okno, ale tam parapet obijemy glazurą - tak stylowo:)
razem: 705 cm
koszt szacowany: 705 x 42 zł = prawie 300 zł
efekt wyśniony:

No i pewnie pod parapetami - listwa ozdobna. Czyli należy dodać do kosztów ok. 25 zł (705 cm parapetu = cztery listwy po 200cm i po 8 zł)

Zabudowujemy kartongips na suficie

Jak już opisywaliśmy, między pokojem a kuchnią była niegdyś ścianka działowa, która - jak się okazało - była schronieniem dla wszystkich (potrzebnych i niepotrzebnych) kabli. Kiedy ją zburzyliśmy zawisła nad nami prawdziwa kablowa pajęczyna i zarazem widmo kartongipsu, żeby tę pajęczynę ukryć. Strasznie broniłam się przed podwieszanym sufitem, gdyż mieszkanie nie jest wysokie (standardowe niecałe 3m), a poza tym nie po to wyburzaliśmy ścianę, by teraz uwieczniać takim kanałem miejsce, gdzie była. Kabli w suficie ukryć się nie dało, bo to już beton i nijak nie chciał się pozwolić na kucie.
Powstał więc pomysł gzymsu.
Po kolei:
- liczba i ułożenie kabli zostały zniwelowane do minimum
- kable zostały związane
- kable zostały zabudowane kartongipsową ścianką o wysokości ok. 4 cm, czyli jak najmniejszą
- w markecie budowlanym zostały zakupione styropianowe sztukaterie (koszt 10 listew po 200cm: 80 zł - będzie o trzy za mało:)
- dziś chłopaki zaszpachlują kartongips i przytwierdzą listwy naokoło pokoju i do kartongipsu właśnie.
Całość będzie sę prezentować następująco:

Dzień piąty - stan rzeczy

Jak widać chłopaki wykonały plan wczorajszy, czyli kartongips już stoi w strategicznych miejscach (przykryliśmy rury w kuchni i przewody na suficie), jest całkiem czysto (swoją drogą nasz majster, czyli Gregory jest prawdziwym pedantem, więc nic nie ginie - dla nas bomba!), większość ścian jest już wyrównana (zaszpachlowana (?) ), a połowa elektryki zrobiona (przez Maćka, który mówi, że elektryk wziąłby za to ponad 1000 zł)
Gryplan na dziś:
Teraz równamy kąty pod futrynę ( za pomocą profili - jak się dowiedziałam) oraz przykrywamy kartongips. I druga część elektryki.

czwartek, 30 lipca 2009

Nasz prywatny Wall-e

Made in Poland. Zakazaliśmy go zakrywać:)

Pay Day cz.3 - płyta grzewcza

I nasza - zakupiona dziś - płyta grzewcza. Zależało nam na "klasyku", by wpasował się w klimat mieszkania.
Źródło: Allegro
Producent: Ardo
Koszt: 270 zł (+przesyłka 34 zł)

Pay Day cz.2, czyli podwójne drzwi do sypialni

Podwójne francuskie drzwi to moje marzenie od zawsze!
A jak kiedyś usłyszałam od mamy mojej niezby urodziwej koleżanki: "Ania chce być modelką i będzie modelką!", tak i ja "chcę mieć te drzwi i będę miała te drzwi". Mimo, że wszystko wydaje się takie nieprawdopodobne...
Droga do drzwi:
- dwie pary pojedyńczych drzwi (do pokojów 2 i 3) zostały zamienione w jeden otwór
- ściana między pokojami 2 i 3 skuta
- blaszane, wbite w parkiet futryny wyrwane (jeszcze nie wiem, co jest z parkietem, który nie podlega wymianie, bo jest elegancki)
- drzwi zakupione na allegro (używane, pięcioletnie)
koszt: 200 zł
- a teraz sęk w tym, żeby drzwi, które są w Bydgoszczy przywieźć. W tym celu będę potrzebować firmy kurierskiej i jutro napiszę, która z nich jest najtańsza do takich niestandardowych przesyłek.
- pote już tylko montaż i - mam nadzieję - taki efekt:

Koci przerywnik

A Rudy wciąż w szoku. Ale apetyt dopisuje, więc nie jest źle :)

Pay Day, czyli punkt 1 z gryplanu

Plan lekcji na dziś zaczynał się od zajęć w markecie budowlanym.
Leroy Merlin wybraliśmy z dwóch powodów: 1. jest blisko, bo w Centrum Warszawy (chyba jako jedyny z tych molochów); 2. jest tani. Znajomi wysłali nas na Bartycką - do słynnego w Warszawie zagłębia pawilonów budowlano-wnętrzarskich, żebyśmy zrobili przedremontowy rekonesans. Ta sama rzecz (konkretnie moja wymarzona umywalka), która na Bartyckiej kosztuje 350 zł, w Leroy - 280 zl. To samo z listwami dekoracyjnymi... W Leroy wybór może trochę mniejszy, ceny absolutnie konkurencyjne:)
Musieliśmy zrobić zakupy, by zacząć wprowadzać w życie pozostałe punkty z planu. W kręgu naszych zainteresowań znalazły się więc (pasjonujące wręcz) kostki na elektykę, kable (chociaż te przynajmniej kolorowe), profile do zabudowy kartongipsowej, papier ścierny etc. We wszystkich w/w sprawach wolną rękę zostawiłam Maćkowi:)
Nieco więcej uwagi poświęciłam za to wyłącznikom światła. To już jednak dekoracja... Wyłączniki ogólnie dzielą się na dwie grupy:
1. tanie i brzydkie
2. drogie i niezłe
Poszliśmy na kompromis. Do pierwszego pokoju z kuchnią - reprezentacyjnego - wybraliśmy te z górnej półki za (granda!) ok. 40 zl za sztukę, ale za to piękne retro. Sztuk 4.
Do pokoju nr 2, który będzie połączeniem sypialni i pracowni, wzięliśmy opcję budżetową, czyli biały plastik - niecałe 10 zł za sztukę.
Gniazdka też najprostsze - niecałe 10 zł za sztukę.
A tak przedstawia się spis cen wszystkich zakupionych produktów. Jeśli ktoś z Państwa planuje stawianie ścianek gipsowych lub naprawianie elektryki, oto coś dla Państwa:
Poza tym nauczyłam się nowych zwrotów: bezpiecznik TOPIKOWY oraz KORYTKO izolujące. Moi faworyci:)
Koszt zakupów na elektrykę i ścianki gipsowe: ok. 950 zł
Gdzie: Leroy Merlin
I na koniec kilka słów, jak pracuje się z Leroy. Czas dostawy jest krótki - zamówione dziś rano towary dotarły o 16.00. Raczej bez opóźnień. Można także domawiać na telefon (jakbym pisała o pizzy :).
Koszt dostawy: do 7,5 km - 35 zł więc do zdzierżenia.
Jednak zdarzyło się, że panowie nie dowieźli profili do kartongipsu , nie uprzedzając nas o tym. Bo nie było w magazynie. I robota stoi.

Dzień czwarty - stan rzeczy

Demolka się skończyła. Dwie ściany wyburzone, futryny powyjmowane, nie ma już nic, co wymagałoby produkowania gruzu.
Teraz ścianki gipsowe, za które odpowiedzialny jest nasz nowy SZPEC - wiecznie roznegliżowany do połowy - Danielek!
Danielek pracuje w sklepie z częściami samochodowymi, gdyż motoryzacja (obok remontowania) to jego pasja:)
lat: 21
stan: wolny

środa, 29 lipca 2009

Podsumowanie dnia nr 3 i gryplan na jutro

Dziś:
Kontener mówi sam za siebie :) W domu czyściutko i puściutko:)
Jutro:
- PAYDAY - czyli płacimy za wszystko: wizyt w budowlanym, kontener (widoczny na zdjęciach powyżej), płytę grzewczą, podwójne drzwi do sypialni...
- stawiamy ścianki gipsowe (mamy nowego speca! Danielek:)
- wyrzucamy futryny z pokojów 2 i 3
- chłopaki gruntują ściany i "zaczynają kłaść gładź gipsową w kuchni, bo ściany straszliwie nierówne" - mówi Maciek
- naprawa elektryki (Danielek mówi, że część kabelków da się schować w suficie. hm....)

Rzutem na taśmę jeszcze jedna komplikacja:)

To mieszkanie jest pełne niespodzianek!
Jak w dobrym sensacyjnym filmie, kiedy myślisz, że możesz odetchnąć - znów akcja!
Pamiętają Państwo futrynę na zderzeniu przedpokoiku i pokoju dziennego (jeśli nie, proszę kliknąć tutaj). Okazało się, że są takie jeszcze dwie :) Jak widać wejście do każdego z pokoi musiało być należycie zwieńczone blaszaną konstrukcją i kablem w ziemi.
I teraz:
sęk w tym, że klepka jest dobra, co znaczy, że nie bedziemy jej wymieniać. Zamiast dwóch oddzielnych jednoskrzydłowych drzwiczek (były przecież dwa pokoje) chcemy zamontować pojedyńcze, za to dwuskrzydłowe.
Dwie pary istniejących drzwi wchodzą w ziemię, czyli w klepkę (dobrą, nie podlegającą kasacji:). Normalnie takich sytuacjach drzwi sie spiłowuje. Ale jeśli spiłujemy i wmontujemy w ich miejsce jedne podwójne zostaną dziwne znaki w ziemi, jakby reminiscencje tego, że "tu kiedyś było coś innego".
Gregory chce przełożyć klepkę z przedpokoiku. Ja wolę nie myśleć:))) Ja jedynie chcę, żeby to wyglądało tak:...

Czy elektryka wymaga elektryka?

To już chyba ostatni problem, na jaki natrafiamy, bo wszystko, co miało iść do wyburzenia zostało wyburzone. W każdym razie mam taką nadzieję :)
Ale ten problem to nie lada problem. Dziwna elektryka. Mnóstwo kostek, kabelki poprowadzone drogą okrężną, kilka niezidentyfikowanych drutów.
Chłopaki (głównie Maciek) mówią, że biorą to na siebie:)
Ale to nie ten problem (to raczej rebus). Problem w tym, że kable i kostki są wielkie i - po taniości :) - trzeba je będzie jakoś zamaskować. Dalej, w suficie kuć się nie da, bo to już gierkowska konstrukcja (nie pustak a beton), wiec trzeba wykombinować instalacje podwieszaną.
Bronimy się, jak możemy przed kartongipsem, bo i tak go troszkę będzie przy maskowaniu rur. Poza tym wizja była taka, żeby całkowicie połączyć kuchnię z pokojem:)
Dlatego myślimy o konstrucji ozdobnej:
Co Państwo na to?

A kuku, czyli kolejna rurka na horyzoncie

Przy okazji wyburzania ścianki między pokojami 2 i 3 (żeby je zjednać), natrafiliśmy na kolejne wykopaliska. I to takie z grubej rury!
Dosłownie, bo znaleźliśmy tym razem biedną zabłąkaną sierotkę - nic innego jak kolejną rureczkę idącą nie wiadomo gdzie i nie wiadomo po co. Znów panów "szpeców z roku '65" poniosło...
Żegnajcie moje marzenia o jedności i (jednym) pokoju...

Pozbywamy się śmieci

Trzeci poranek remontu upłynął pod znakiem sprzątania. Kontener podjechał punktualnie o 9.30 i od tej pory zaczęły się wielkie porządki. Zaczęłam ja - detalicznie - wynosząc pierwszą "sztabkę: gruzu, potem zadanie przejęli chłopcy, posługując się już wiadrami.
Kasacji uległ też parapet ważący - bagatela - 170 kilo! Czyli tyle ile nasz pracowniczy wielki ploter!!!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...