Uwielbiam takie firmy! U-wiel-biam! Ferm Living, teraz OYOY. Co to za firmy? Takie, które mają swoje cykliczne półroczne kolekcje, stonowany design, pastele i szarości, mocne zacięcie w stronę retro patternów i geometrii. Wszystko konsekwentne. Kilkadziesiąt produktów w sezonie, każdy wzór, pattern ma swoje "nośniki". Wszystko z pięknymi zdjęciami, katalogami on-line.
model biznesowy nie do końca jest dla mnie znajomy. Nie wiem, jak te firmy funkcjonują i jak zarabiają. W Polsce model biznesu wnętrzarskiego buduje się jednak na wytycznej "na ilość". Charakterystyczne, niewielkie kolekcje mają małą silę przebicia. Salon stacjonarny lub sklep w wirtualnej rzeczywiści musi pękać w szwach.
Klient musi mieć ogromny wybór i możliwość zrobienia czegoś na zamówienie.
Ostatnio odbywały się targi mody HUSH WARSAW, o których już wspominałam i miałam możliwość rozmowy z wieloma projektantami, wystawcami. Nawet Ci ze stron magazynów modowych, nawet Ci, których nazwiska lub nazwy firm często słyszymy na warszawskiej ulicy są po prostu domowymi krawcami. Może niewielkie atelier, może jedna, dwie zatrudnione osoby. Mnóstwo przyjaciół i znajomych, którzy pomagają w produkcji i promocji. Zabawa owszem, ale i walka z dnia na dzień o utrzymanie marki, która jest pasją. I niestety najczęściej po prostu hobby, a nie sposobem na życie. Nie finansowym.
Dlatego podziwiam marki, które mimo zawężonego asortymentu utrzymują się na powierzchni. Prawdziwie i szczerze, kłaniam się w pas.
A jeśli ktoś z Państwa zna ten model, zna tę strategię, ja bardzo chętnie posłucham. Jest to dla nie temat nieodgadniony :)
A poniżej prześliczne zdjęcia z katalogów OYOY i link do ich strony z katalogami właśnie.
Cudnego długiego weekendu!!
A tu znajdą państwo katalogi: