Pisałam tuż po przyjeździe, że wynajęliśmy dom z mieszkańcami. No, może nie dom, ale taras/ogród na pewno.
Koty się mnożą. Liczba porannych "gapiów" waha się od czterech do dziewięciu. Stan na dziś, na porannym mlijeku, to sześć (widać, że czarny z jednym szarym to koty "wymienne"):
Czarny kot to Kulawiak, bo jest przetrącony. Mały biało-szary to Dziabąg, bo kiedy się go zbyt długo głaszcze to - co tu dużo pisać - dziabie! Mamy też Pirata (jeden z szarych), bo prawe ucho ma obgryzione, a prawe oko się nie otwiera do końca.
Jednak moim ulubionych pchlakiem jest E.T., zwana przeze mnie Itioszką. Itioszka przyszła do nas jako pierwsza i jako pierwsza mnie też codziennie wita. Rytuał wygląda tak, że po przebudzeniu się, od razu otwieram drzwi na taras/ogród, a następnie idę umyć twarz. Kiedy wracam zastaję taki widok:
Genezy imienia E.T. nie muszę chyba tłumaczyć. Itiosza jest przezabawna, chociaż nie daje się głaskać. Najczęściej siedzi na schodach przed wejściem do domu, pomiędzy moim krzesłem, a miseczką na mlijeko, of course.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą chorwacja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą chorwacja. Pokaż wszystkie posty
piątek, 14 czerwca 2013
czwartek, 13 czerwca 2013
Dubrownik, czyli co udało nam się uchwycić...
...bez ludzi.
Czekanie na chwilę, kiedy uliczki nie będą zapachane turystami lub na sekundę, kiedy ktoś nie przebiega przed obiektywem troszkę trwało. Ale chyba się opłacało, bo patrząc na zdjęcia wygląda to jak zapomniane mityczne miasto. Dobrownik bajkowy jest, ale opuszczony, za nic! :)
Czekanie na chwilę, kiedy uliczki nie będą zapachane turystami lub na sekundę, kiedy ktoś nie przebiega przed obiektywem troszkę trwało. Ale chyba się opłacało, bo patrząc na zdjęcia wygląda to jak zapomniane mityczne miasto. Dobrownik bajkowy jest, ale opuszczony, za nic! :)
środa, 12 czerwca 2013
Cavtat, czyli cisza i spokój
Cavtat leży ok. 15 kilometrów na południe od Dubrovnika. I te 15 kilometrów robi kolosalną różnicę.
Wczoraj udaliśmy się 15 kilometrów na północ, do starego białego miasta, jednak jego urodę przyśmiła fala turystów, którzy skutecznie zasłaniali średniowieczne cegły. W Dubrovniku wytrzymaliśmy ponad godzinę, choć plany były ambitne, całodniowe.
Wróciliśmy do naszej liczącej 2000 mieszkańców mieściny z malowniczą przystanią. Cavtat, choć geograficznie dzieli go niewiele od większego, starszego brata, jest klimatem o lata świetlne od niego oddalony. Jest tu cicho i "odpoczywająco". W porównaniu do okolic Dubrovnika, zaryzykowałym nawet stwierdzenia, że Cavtat jest intymny i nienachalny.
Miasteczko składa się z dwóch części - jedna to zatoka, przystań, port. Druga - historia na górze, troszkę przypominająca włoskie i greckie opowieści. Mnóstwo pustostanów i zieleni, za to niewielu ludzi, krążących po zaułakach o szerokości jednego metra. Cavtat to także 3 hotele i 2 bary-dyskoteki. Chyba niewiele, jak na Chorwację :) Za to sporo kompletnie pustych plaż, mikrozatoczek z ciepłą wodą i bezlitosnymi plażowymi kamieniami. Akurat zajmujemy jeden z ostatnich domów w zabudowie, więc mamy do tego morskiego schronienia ok. 100 metrów.
No i jest tu dużo naszych sąsiadów zza zachodniej granicy. Najczęściej zadawanym pytaniem tego wyjazdu stało się "Sprechen sie deutsch?". Nein.
Wczoraj udaliśmy się 15 kilometrów na północ, do starego białego miasta, jednak jego urodę przyśmiła fala turystów, którzy skutecznie zasłaniali średniowieczne cegły. W Dubrovniku wytrzymaliśmy ponad godzinę, choć plany były ambitne, całodniowe.
Wróciliśmy do naszej liczącej 2000 mieszkańców mieściny z malowniczą przystanią. Cavtat, choć geograficznie dzieli go niewiele od większego, starszego brata, jest klimatem o lata świetlne od niego oddalony. Jest tu cicho i "odpoczywająco". W porównaniu do okolic Dubrovnika, zaryzykowałym nawet stwierdzenia, że Cavtat jest intymny i nienachalny.
Miasteczko składa się z dwóch części - jedna to zatoka, przystań, port. Druga - historia na górze, troszkę przypominająca włoskie i greckie opowieści. Mnóstwo pustostanów i zieleni, za to niewielu ludzi, krążących po zaułakach o szerokości jednego metra. Cavtat to także 3 hotele i 2 bary-dyskoteki. Chyba niewiele, jak na Chorwację :) Za to sporo kompletnie pustych plaż, mikrozatoczek z ciepłą wodą i bezlitosnymi plażowymi kamieniami. Akurat zajmujemy jeden z ostatnich domów w zabudowie, więc mamy do tego morskiego schronienia ok. 100 metrów.
No i jest tu dużo naszych sąsiadów zza zachodniej granicy. Najczęściej zadawanym pytaniem tego wyjazdu stało się "Sprechen sie deutsch?". Nein.
Dziś wrzucę jeszcze zdjęcia z Dubrovnika.Choć ciężko było je robić, zatykając jednocześnie uszy :)
wtorek, 11 czerwca 2013
RAJ, czyli na tarasie żyć da się
Jeśli zastanawiali się Państwo kiedyś, jak wygląda życie w raju, to proszę się więcej nie kłopotać. Przedstawiam je na zdjęciach poniżej :)
poniedziałek, 10 czerwca 2013
Chora sfora, czyli poranek z kotami (to chyba będzie siedmioodcinkowy serial)
Stan błakających się kotów (z jednym okiem, z połową ucha etc.) powiększa się. W tej chwili - drugi poranek - stan przybywających na poranne mleko sierściuchów równa się trzy.
Popołudniami dane demograficzne rosną. Do sześciu.
Dziś rano odpowiadałam przy lichej kawie na Państwa maile z weekendu. Koty dzielnie mi dopingowały. Stukot palców o klawiaturę laptopa jest dla nich dźwiękiem nader kuszącym. Dźwięk robionego smartfonem zdjęia, to już nowinka nie do pojęcia. Wkładają nosy w "wizjerek", siłując rozwikłać zagadkę trzaśnięcia, które na pewno nie pochodzi od Matki Natury.
Cudne są te chorwackie koty, chociaż nie najzdrowsze. Na schodkach, prowadzących z tarasu do domu mogłabym założyć lokalny cyrk pcheł. Jeden z kotów nie otwiera do końca oka. Nie jest zabliźnione, chore, ale po prostu lekko zaniedbane. Przemyć i po sprawie. Póki co kot jednak nie daje się głaskać dłużej niż 3 sekundy. Może siódmego, ostatniego dnia uda mi się rzutem na taśmę go opatrzyć.
Poza tym zabrałam na wakacje książkę "Łowcy Milionów" wydaną przez Agorę. Są to wywiady z przedsiębiorcami roku, wybieranymi przez firmę Ernst&Young. Jest to zwinnie i zabawnie napisana książka, że przyczytałam ją... w podróży! Mieliśmy czterogodzinne opóźnienie, więc czasu starczyło. Ale teraz klops, nie ma czytadła. A dziś niebo lekko zachmurzone...
A poniżek moi "Łowcy" i asystenci.
Popołudniami dane demograficzne rosną. Do sześciu.
Dziś rano odpowiadałam przy lichej kawie na Państwa maile z weekendu. Koty dzielnie mi dopingowały. Stukot palców o klawiaturę laptopa jest dla nich dźwiękiem nader kuszącym. Dźwięk robionego smartfonem zdjęia, to już nowinka nie do pojęcia. Wkładają nosy w "wizjerek", siłując rozwikłać zagadkę trzaśnięcia, które na pewno nie pochodzi od Matki Natury.
Cudne są te chorwackie koty, chociaż nie najzdrowsze. Na schodkach, prowadzących z tarasu do domu mogłabym założyć lokalny cyrk pcheł. Jeden z kotów nie otwiera do końca oka. Nie jest zabliźnione, chore, ale po prostu lekko zaniedbane. Przemyć i po sprawie. Póki co kot jednak nie daje się głaskać dłużej niż 3 sekundy. Może siódmego, ostatniego dnia uda mi się rzutem na taśmę go opatrzyć.
Poza tym zabrałam na wakacje książkę "Łowcy Milionów" wydaną przez Agorę. Są to wywiady z przedsiębiorcami roku, wybieranymi przez firmę Ernst&Young. Jest to zwinnie i zabawnie napisana książka, że przyczytałam ją... w podróży! Mieliśmy czterogodzinne opóźnienie, więc czasu starczyło. Ale teraz klops, nie ma czytadła. A dziś niebo lekko zachmurzone...
A poniżek moi "Łowcy" i asystenci.
niedziela, 9 czerwca 2013
Czerwcowe życie nad Adriatykiem, czyli laba
Blog niestety wciąż jest spamowany na potęgę, a rozmowa informatyków z firmą Google zacieniona jest chmurą beznadziei.
W Dekorniku praca wre, wszystko wróciło na swoje miejce, choć wymagało to od chłopców IT karkołomnych kombinacji, łącznie z przeniesieniem operatora domeny, wyczyszczenia panelu strony etc. Generalnie było to mnóstwo rzeczy na których znam się niewiele, ale ważne że poskutkowały. Maile zaczęły przychodzić i ciężko pracujemy, żeby wszystko znów weszło na dawne tory. Chyba się udaje.
A dokładnie to ciężko pracowaliśmy do wczoraj, bo dziś wyjechaliśmy na zaplanowane kilka miesięcy temu wakacje. Do miescowości Cavtat, 15 km od Dubrownika, w Chorwacji.
Dom z 1937 roku, zarośnięty i cały przyozdobiony pastelowymi makatkami. Porcelana klasyk, szklanki literatki, koce tkane, a szafy ręcznie malowane. Jedyne, co mogę powiedzieć, to że po tych dwóch nieźle stresujących dla mnie miesiącach...
O mojej miłości do greckich i chorwackich mikrokotów nie muszę wspominać. Jedzą z nami każdy posiłek...
Tym razem nie zapomnieliśmy aparatu i będą pięęękne fototapety. Bo tu jest naprawdę pięknie.
Obfotografuję dom (ładujemy baterię do apartu, więc zadanie przesunięte jest na jutrzejszy poranek) i przekażę kontakt do właścicieli. Warto - niedrogo, do plaży (pustej) ok. 50 metrów, do sklepu i lokalnej (!) knajpki też. I babciny klimat pozostał...
W Dekorniku praca wre, wszystko wróciło na swoje miejce, choć wymagało to od chłopców IT karkołomnych kombinacji, łącznie z przeniesieniem operatora domeny, wyczyszczenia panelu strony etc. Generalnie było to mnóstwo rzeczy na których znam się niewiele, ale ważne że poskutkowały. Maile zaczęły przychodzić i ciężko pracujemy, żeby wszystko znów weszło na dawne tory. Chyba się udaje.
A dokładnie to ciężko pracowaliśmy do wczoraj, bo dziś wyjechaliśmy na zaplanowane kilka miesięcy temu wakacje. Do miescowości Cavtat, 15 km od Dubrownika, w Chorwacji.
Dom z 1937 roku, zarośnięty i cały przyozdobiony pastelowymi makatkami. Porcelana klasyk, szklanki literatki, koce tkane, a szafy ręcznie malowane. Jedyne, co mogę powiedzieć, to że po tych dwóch nieźle stresujących dla mnie miesiącach...
Tym razem nie zapomnieliśmy aparatu i będą pięęękne fototapety. Bo tu jest naprawdę pięknie.
Obfotografuję dom (ładujemy baterię do apartu, więc zadanie przesunięte jest na jutrzejszy poranek) i przekażę kontakt do właścicieli. Warto - niedrogo, do plaży (pustej) ok. 50 metrów, do sklepu i lokalnej (!) knajpki też. I babciny klimat pozostał...
Subskrybuj:
Posty (Atom)


















































