Najpierw może przedstawię wszystkich partycypantów poniższej opowieści:
Amanda - stylistka (Jak rozpoznać na zdjęciach? Ciemna blondynka.)
Holly - asystentka Amandy (Jak rozpoznać na zdjęciach? Jedyna brunetka.)
Karolina - odpowiedzialna za tekst (Jak rozpoznać na zdjęciach? Bardzo jasna blondynka.)
Dan1 - fotograf (Jak rozpoznać na zdjęciach? Czerwone brytyjsko-rockowe spodnie)
Dan2 - asystent Dana1 (Jak rozpoznać na zdjęciach? Loki na głowie, obiektywy na biodrze:)
Mikey - art director - (Jak rozpoznać na zdjęciach? Koszulka błękitna jak niebo)
I Biały&Rudy, bo jak mogłoby ich zabraknąć...
Postaci jest sześć, bo przy naszym metrażu (47m2), dwóch kotach i naszych skromnych osobach sprawiło, że przez trzy dni w naszym mieszkaniu zapanował permanentny szum rozmów, przeplatany śmiechem, cyknięciami aparatu, suwaniem sprzętu, klapnięciami butów i otwieraniem/zamykaniem drzwi. I jeszcze stukaniem garnków, gdyż gotowanie odbywało się na miejscu:) Bo i zresztą było z czego, gdyż tak pięknie zapakowanej kuchni nie pamiętam. Były świeże bułki i klasycznie wypiekane chleby, była kiełbasa, naturalny miód, naturalny biały ser, naturalna śmietana, naturalne jajka. Naturalnie wszystko z targu, na który - na prośbę naszych gości - popędziliśmy z samego rana po produkty do sesji.
Poproszono mnie także o przygotowanie klasycznego polskiego śniadania. Pomyślałam o kanapkach i jajecznicy, ale to przecież istnieje wszędzie. Moje śniadanie to najczęściej mozarella z pomidorami, ew. słodycze, więc też odpada. Stanęło więc na twarożku z rzodkiewką i szczypiorkiem. Do tego właśnie buły z grubą warstwą masła. Przepis został zapamiętany, jednak z nazwą dania (przypominam: twarożek z rzodkiewką i szczypiorkiem) nasi brytyjscy odwiedzający nie mogli sobie poradzić. Generalnie zapamiętali "Biały", "Rudy" i do tego kilka przydatnych zwrotów. Po dwóch dniach (w sumie sesja trwała trzy) odkryli także, że imię Kasia (ponunciation: "Kasza") to po prostu Kate. Woleli jednak Kaszę, gdyż - jak wspólnie ustaliliśmy - "In England everyone's Kate" (W Anglii wszyscy są Kasiami.)
Ale dość tych bajdurzeń, czas na zdjęcia:
Dzień 1: Amanda i Holly egzaminują mieszkanie i jadą do IKEI po rzeczy do stylizacji. "W waszym mieszkaniu jest już tyle rzeczy z IKEI, że to nasze najmniejsze zakupy w historii." Przez cały dzień trwa dostosowywanie/sprzątanie mieszkania do zdjęć.
Dzień 2 / poranek: Pojawiają się jeźdźcy znad Tamizy, dwóch Danów i Mikey. Egzaminują mieszkanie ("Quite nice. Good, I like it."), wymieniają się informacjami o nowinkach technicznych w swoich telefonach/smartphonach (zdjęcie powyżej, ale tego chyba nie muszę tłumaczyć) i jako jedyni z dotychczasowych odwiedzającyh znają wszystkie postaci z plakatów na ścianach! (Mick Jagger, David Bowie i Mick Ronson, Bryan Ferry, Jerry Hall, o Bardotce nie wspominam. No i przede wszystkim mój kultowy plakat z kultowego dla Mikey'ego filmu "Quadrophenia" z końcówki lat siedemdziesiątych. No i nauczyłam się prawidłowo-brytyjskiej wymowy tytułu.)
Dzień2 / około południa: Przyjeżdża Karolina (obecna już we wcześniejszym poście ad. jelonka adwentowego). Karolina jest Szwedką, która wyjechała kilka lat temu do Anglii i tam poznała Polaka (jeśli się nie mylę, Andrzeja) i wyszła za niego z maż. Raz na pół roku bywa w Warszawie, więc mam nadzieję na ponowne spotkanie. Karolina odpowiedzialna była za tekst do wydania, więc wypytywała mnie o historię wszystkiego, co wisi lub leży w naszym mieszkaniu. Co było dla mnie nieco krępująco, co z kolei było dziwne (uczucie skrępowania) :)
Dzień 2 ogółem: sesja/jedzenie/sesja/jedzenie/sesja/jedzenie.
Dzień 3: sesja/jedzenie/sesja/jedzenie.

Generalnie: kapitalne, intensywne 3 dni, po których zarówno my, jak i koty spaliśmy 12 godzin (choć dla kotów to chyba nie za dużo).
PS Zapraszam na strony:
http://www.ikeafamilylive.com/en/ - nie tłumaczę, dlaczego:)
http://www.danduchars.com/ - piękne zdjęcia fotografa, który robił zdjęcia u nas - Dana.





















































