Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kraków. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kraków. Pokaż wszystkie posty

sobota, 12 maja 2012

W "Kaziu, zakochaj się!"

Zmieniając deczko tytuł jednej z piosenek Kabaretu Starszych Panów. A rozchodzi się o krakowski Kazimierz. 

Ale zanim sedno sprawy, napiszę o rzeczach bardziej personalnych, a mniej istotnych:
Mam taki zwyczaj, że w każdym miejscu, a dokładniej mieszkaniu, w którym jestem i znajduję zastane i najczęściej zakurzone książki i otwieram je na przypadkowej stronie. To, co przeczytam, staram się dopasować do rzeczywistości, odnieść do pobytu w danej mieścinie.


Piątek i sobotę spędziliśmy w Krakowie, montując kolejną filię biur Businesslink. Ponieważ wyjazd stał pod znakiem zapytania do ostatniej chwili (czy to już u nas nie norma?) mieszkanie, w którym będziemy nocować rezerwowałam na ostatnią chwilę. Mieszkania w Krakowie są drogie i najczęściej - kuriozalnie, w stosunku do tego starego miasta - bez duszy. Tanio, wczesnokapitalistycznie i pod kolonie. 

Ale uwiodła nie nazwa: Apartament magiczny. I cena: 230 zł za dobę (w porównaniu do tych za  260zł w górę). Pięćdziesiąt pięć metrów, ponad trzy metry do sufitu (a i tak podwieszany!), mnóstwo cegieł i drewna. Okna na dwie strony świata, jedno z dołączonym gratis balkonem.













Dla wszystkich, chcących zarezerwować mieszkanie, link:
https://www.inturs.net/SR/szczegoly.php?lang=pl&k=1&pk=2&ido=2183


A co do cytatu i samego Kazimierza. Na półce znalazłam "Kordiana" i otworzyłam. I zobaczyłam piękną rzecz:

KORDIAN:
A Kazimierz?
GRZEGORZ: 
Zginął.

Kazimierz nie zginął! Śmierć Grzegorzowi, który tak twierdzi. Wręcz przeciwnie, Kazimierz tętni życiem, głównie nocnym. To bardzo zabawne połączenie rano widzieć same dzieciaki na hulajnogach, wieczorem - tabuny dorosłych. Na krakowskim Kazimierzu byłam po raz ostatni - i jedyny zresztą - około 8 lat temu. Nie podobał mi się, nie urzekł, magia nie zadziałała. Może przez zimny hotel, może przez wcześniejszy brak dobrze poinformowanego miejscowego, który poradzi, w którą uliczkę skręcić. Tym razem miejscowy był i dał nam jedną radę: wchodźcie wszędzie! Nawet najbardziej licho wyglądająca knajpka, po przekroczeniu progu momentalnie zamienia się w ogromny, głośny retrotygiel. Prawdę powiedział. Magia zadziałała.

Takie to moje zdanie krakowskiego laika, a - cytując mistrza Kazimierza Górskiego - "co do szczegółów, to niech się wypowiedzą specjaliści". Czyli Krakusy :)

I jeszcze zamieszczam parę zdjęć (słabych, bo po zmroku) z krakowskiej realizacji:
Projekt: Dekornik, realizacja: Dekornik of course.







Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...