poniedziałek, 31 października 2011

I pierwsze chwile na Siennej

W pracowni 3.0 (jak nazywa ją Maciek) jesteśmy zainstalowani od tygodnia. Na razie wszystko jest w powijakach, choć bardziej adekwatnym stwierdzeniem byłoby - w kompletnej rozsypce. Maszyny stoją na środku, a z powodu chwilowego braku wkrętarki, obrazy leżą na podłodze, a głowy jeleni spoczywają na półkach.
I tu - jako ta wróżka - muszę Państwu nakreślić całą sytuację, jak doszło do zmiany miejsca wykonywania czynności gospodarczej, dlaczego do tego doszło, jak sobie wyobrażamy docelowe miejsce. Czyli CO BYŁO, CO JEST, CO BĘDZIE:

CO BYŁO:
Zmiana pracowni była konieczna. Nie bez kozery miejsce pracy nazywamy pracownią, a nie studiem lub biurem, gdyż oprócz biurek (w mniejszości) mamy także maszyny, stół kreślarsko-naklejkowy i mnóstwo, mnóstwo substratów: folie, rolki  wszelkiej maści papierów, próbki materiałów do wydruku i wydruków per se. Sporo tego. I partout, czyli po polsku: wszędzie. Ciężko utrzymać tę papierową armię w nienagannym porządku, a doliczając do tego faktor Maćka - porządek jest niemożliwy. Pracownia na ulicy Filtrowej była lokalem mieszkalnym. W mieszkaniu się mieszka lub po cichutku dzierga. My zbijamy obrazy, drukujemy tapety, wycinamy litery przestrzenne, malujemy, drzemy, montujemy. Nie jest to działalność uciążliwa, ale nie jest to też biuro księgowe. Stąd nasza decyzja o zaprzestaniu nękania sąsiadów i znalezieniu czegoś, co będzie przeznaczone stricte pod działalność usługową.

CO JEST:
Jest bałagan :)
Jest Sienna. I jest ona wyborem Maćka. Poprzednie dwa lokale wybierałam ja i to na moją prośbo-namowę urzędowaliśmy najpierw na Wilczej, potem na Filtrowej (zdjęcia obu lokali można zobaczyć w galeriach po prawej stronie). Ponieważ na natury jestem jednak mocno demokratyczna (choć czasem podchodzę też trochę pod socjalistyczną ideę "wszystkim po równo" :), prawo wyboru oddałam Maćkowi. Zostawiłam sobie prawo głosu (doradczego), a ten brzmiał "Jestem za, a nawet przeciw".

Jestem za, bo bliziutko. Bo centrum, a to korzyść dla mnie i dla wszystkich Państwa, którzy odbierają zamówienia, konsultują, pytają lub po prostu odwiedzają nas na miejscu. Nie mam serca ciągnąc nikogo (włączając w to siebie:) na daleką Pragę.
Jestem przeciw, bo mniejsze. 63m2. Jedno pomieszczenie (choć wybudowaliśmy mikropokój na makromaszynę drukującą), co wprowadza permanentny delikatny szmer. Na szczęście ponad 100 lat temu (aczkolwiek nie znam dokładnej daty) człowiek wynalazł słuchawki...

CO BĘDZIE:
Będzie pięknie! Jak zawsze. Właśnie zaczynamy proces adaptacji pomieszczenia do celów estetycznych. Moim hasłem przewodnim jest Versace - palmy na ścianie i złote świeczniki :))) Chłopakom znalazłam tapetę Franka Sinatry i Deana Martina. Pasuje. Galeria plakatów i obrazów w pracowni, terminator przy wejściu i nasz wielki biały dandelionowy żyrandol!

Ale póki co, wygląda to tak:










Ostatnie chwile na Filtrowej

Tydzień choroby zrobił swoje - spustoszenie na blogu i sterta zaległości do nadgonienia.
Poprzedni weekend upłynął pod znakiem prznosin do nowego miejsca, więc zamieszczam kilka fotek reminiscencyjnych z pakowania.




wtorek, 18 października 2011

Promienna Sienna

Praca wre na ulicy ścienne, gdzie już za tydzień będzie się mieścić nasza pracownia 3.0.
Na szczęście lokal, który znaleźliśmy nie wymagał wielkiego remontu, bo w zasadzie wystarczyłoby miejscowe zagruntowanie i całościowe odmalowanie ścian.
Dla porównania - obecna pracownia na Filtrach wymagała:
- wymiany podłogi z okrutnej wykładziny na białe panele
- odmalowania ścian
- uszczelnienia okien
- doszorowania łazienki, kaloryferów, framug etc.

Remontem zajęli się - rzecz jasna! - Majster Gregory i Majster Mietek, znani już Pańtwu z remontu naszego mieszkania.

I choć teoretycznie można było poprzestać na pięknym odmalunku, postanowiliśmy... ukryć naszą największą maszynę drukującą. Stąd pomysł wybudowania dla niej niewielkiego (stosunkowo niewielkiego) pokoju. Kartongips, pogląd z plexi, drzwi z Castoramy:) I Stach (jak nazywamy drukującego diabła) ma swój gabinet. W przeciwieństwie do nas. gdyż cała reszta pracowni (60m2 bez gabinetu) to jedna wielka przestrzeń!

Mikroprezentacja i lokalizacja poniżej, a właśnie Maciek pobiegł "na budowę", więc jutro powinno być więcej zdjęć:)







Uwaga, oto nowy adres:
SIENNA 93 w Warszawie

Atak stworka, co się zwie...

...sikorka.
W naszej teraźniejszej (już niedługo) pracowni, nazywanej przez nas "Pracownią 2.0" zwierząt było bez liku. Włączając do listy Białku i Rudala oczywiście. Z latających stworzeń była sroka i nietoperz (choć ten zatrzymał się przy wejściu, po zewnętrznej stronie). Dziś za to Maciek  wybudził nas z komputerowego letargu krzykiem "O matko, wróbel wladł mi do pokoju!". Wróbel okazał się sikorką i to całkiem sprytną, bo jak znalazła drogę by wlecieć, tak i po krótkim rekonesansie, znalazła sposób, by z gracją wylecieć. Myślące stworki te sikorki:)
To chyba taka akcja na pożegnanie, bo w weekend przewozimy rzeczy do nowego miejsca, którego mam już zdjęcia. I zaraz opublikuje.
PS Jeszcze raz przepraszam za wygląd bloga, pracuję nad przywróceniem może nie starego, ale lepszego porządku:(


piątek, 14 października 2011

Niestety nadpisałam poprzedni szablon bloga, przez co - jak widać - wszystko sie posypało. proszę wszystkich o chwilę cierpliwości. Wracam do blogowania, jak tylko pokonam problemy techniczne:)
Pozdrawiam!

sobota, 8 października 2011

Agaty to fajne dziewczyny :)) I takie tam z soboty.

A w sobotę, bo pogoda nie sprzyja, rozweselacz. I rozbudzacz.
Ekspres do kawy by Dolce Gusto i Agatha Luiz de la Prada (dobrze napisałam?). Jak pewnie Państwo wiedzą ja zawsze pomiędzy dwoma słowami z "u" w środku - "lux" i "fun" - wybieram to drugie, więc taki ekspress do nowej pracowni.

Aaaaaaaa, właśnie. Mamy nową pracownię! A dokładnie - będziemy mieli pod koniec miesiąca. Od poniedziałku, kiedy to idziemy finalizować sprawę, będę cyklicznie zdradzać tajemnicę...
Póki co powiem: niewiele większa, niewiele dalej, ale wiele związanych z nią oczekiwań :)




piątek, 7 października 2011

Zamieszczam fotki ze Ściegów Ręcznych.

A kto nie był (z Warszawy), jego strata! :) Piękne było wszystko: i miejsce, i ubrania, i biżuteria. Choć niektórzy mieli odmienne zdanie (patrz ostatnie zdjęcie) :)))

Poniżej:
MY - The Korniki






I organizatorki:

Ekspresyjna Anna P. (zbieżność inicjałów z Anną Polony nieprzypadkowa):

I Aga M., uwielbiająca zapach świeżej biżuterii:)))



I, co ważne, zdjęcia by Jarek Paliwko.

czwartek, 6 października 2011

Ruda wstawka

Mam te zdjęcia od kilku dni, ale wahałam się z ich publikacją. Nie ze względu na mnie, ale na Rudego, gdyż nie wygląda na nich korzystnie. Jednak Rudy wyjątkowo nieczęsto wychodzi korzystnie na zdjęciach (specjalnie przejrzałam), stąd moje przekonanie o słuszności poniższej publikacji.
Oto dowód na to, że Rudy kotem jest dziwnym...
I tak co rano.



niedziela, 2 października 2011

Weekendowy przegląd zakupowy

Dawno nie zaglądałam do sklepów internetowych, prezentowanych wcześniej na naszym blogu. Więc nadrabiam zaległości. I przedstawiam cudne nowości:)






Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...