Dostaliśmy od naszych orzyjaciół pierwsze prezenty na nowym miejscu, czyli do pracowni.
Najpierw pojawiła się lampa wulkaniczna od Adasia, który już gościł na naszym blogu m.in. jako spóźniony święty Mikołaj, a także współmonter żyrandoli. Muszę dodać, że Adam (www.trendseter.pl) ma taką samą lampę w swoim M2 i - twierdząc, że daje ona światło jak z kominka - stąd ten prezent dla nas. Jako rzecz godna polecenia.
Drugą niespodzianką były jajka niespodzianki, którymi zostałyśmy obdarowane przez Marcina (Agenta Cichego), tego od świątecznego żurku. Obie z Gosią trafiłyśmy na smerfową kolekcję, z tym, że Gosia dostała Zgrywusa (chyba), a ja Smerfetkę. Zaznaczę tutaj, że przy poprzednim biurze - na Wilczej - także dostałam na dzień dobry jajko niespodziankę (wtedy od Adasia) i znalazłam w nim złotą rybkę. Znaczenie rybki - wiadome. Ale cóż może oznaczać Smerfetka...




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz