Pisałam tuż po przyjeździe, że wynajęliśmy dom z mieszkańcami. No, może nie dom, ale taras/ogród na pewno.
Koty się mnożą. Liczba porannych "gapiów" waha się od czterech do dziewięciu. Stan na dziś, na porannym mlijeku, to sześć (widać, że czarny z jednym szarym to koty "wymienne"):
Czarny kot to Kulawiak, bo jest przetrącony. Mały biało-szary to Dziabąg, bo kiedy się go zbyt długo głaszcze to - co tu dużo pisać - dziabie! Mamy też Pirata (jeden z szarych), bo prawe ucho ma obgryzione, a prawe oko się nie otwiera do końca.
Jednak moim ulubionych pchlakiem jest E.T., zwana przeze mnie Itioszką. Itioszka przyszła do nas jako pierwsza i jako pierwsza mnie też codziennie wita. Rytuał wygląda tak, że po przebudzeniu się, od razu otwieram drzwi na taras/ogród, a następnie idę umyć twarz. Kiedy wracam zastaję taki widok:
Genezy imienia E.T. nie muszę chyba tłumaczyć. Itiosza jest przezabawna, chociaż nie daje się głaskać. Najczęściej siedzi na schodach przed wejściem do domu, pomiędzy moim krzesłem, a miseczką na mlijeko, of course.











Słodkie kociaki :) Nie wiem dlaczego w tamtych rejonach wszystkie kotki są takie małe, ale też mi się to rzuciło w oczy jak spędzałam kiedyś wakacje w tamtych okolicach.
OdpowiedzUsuńCzytam Cię już od jakiegoś czasu i czekam na więcej. Jakbyś miała ochotę to wpadnij do mnie: yanavoy.blogspot.com <- m.in. piszę o moich walkach z remontowaniem moich 4 ścian :)
bardzo fajne kotki i ich fotki-pozdrawiam
OdpowiedzUsuń