
Jak już opisywaliśmy, między pokojem a kuchnią była niegdyś ścianka działowa, która - jak się okazało - była schronieniem dla wszystkich (potrzebnych i niepotrzebnych) kabli. Kiedy ją zburzyliśmy zawisła nad nami prawdziwa kablowa pajęczyna i zarazem widmo kartongipsu, żeby tę pajęczynę ukryć. Strasznie broniłam się przed podwieszanym sufitem, gdyż mieszkanie nie jest wysokie (standardowe niecałe 3m), a poza tym nie po to wyburzaliśmy ścianę, by teraz uwieczniać takim kanałem miejsce, gdzie była. Kabli w suficie ukryć się nie dało, bo to już beton i nijak nie chciał się pozwolić na kucie.
Powstał więc pomysł gzymsu.
Po kolei:
- liczba i ułożenie kabli zostały zniwelowane do minimum
- kable zostały związane
- kable zostały zabudowane kartongipsową ścianką o wysokości ok. 4 cm, czyli jak najmniejszą
- w markecie budowlanym zostały zakupione styropianowe sztukaterie (koszt 10 listew po 200cm: 80 zł - będzie o trzy za mało:)
- dziś chłopaki zaszpachlują kartongips i przytwierdzą listwy naokoło pokoju i do kartongipsu właśnie.
Całość będzie sę prezentować następująco:



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz