czwartek, 17 maja 2012

WYNIKI KONKURSU Tchibo...

... w poniedziałek. Miały być wczoraj, jednak w miejscu, w którym obecnie orzebywamy nie jestem w stanie ściągnąc całej poczty. Więc wynik nie byłby sprawiedliwy :)
Podobno zestawy nagród już są w pracowni, więc po skontaktowaniu się ze zwycięzcami, od razu wysyłamy kurierami.
proszę o chwilkę cierpliwości, w poniedziałek meldujemy! I przede wszystkim dziękujemy za wszystkie cudne zgłoszenia. To jest taka literatura... Piękna!

wtorek, 15 maja 2012

Stoliki z plexi - sagi ciąg dalszy.

Dziś szybciutka wrzutka, a jutro wieczorem zdradzę, dlaczego tak krótko.
Za to treściwie, bo o stoliki z plexi pytania napływają nieustające. A znalazłam dokładnie takie, jakie my posiadamy. Nawet więcej, bo trzy, a my mamy dwie sztuki. 
Znalazłam w sklepie internetowym Deco24, sygnowane przez Kare Design. I najtańsze, bo to jedyny sklep, w którym cena tych stolików wynosi poniżej 700zł. Brutto :)
Najwiekszy stolik ma 40cm wysokości, reszta - proporcjonalnie. Na kawę, przy kanapowym czytaniu książki - optymalnie.

Alby przenieść się do sklepu, wystarczy kliknąć na logo sklepu.



poniedziałek, 14 maja 2012

DIY - amerykańskie robótki ręczne

Jak powiedział Oscar Wilde "Amerykanie to jedyna nacja, która przeszła od barbarzyństwa do dekadencji, nie kłopocząc się o stworzenie po drodze cywilizacji."
Ale niektóre rzeczy tworzyć potrafią. Potrafią na przykład - na gruncie przyziemnym - tworzyć lampy. Ze sznurka. 
Kultowy design i codzienne wykonanie, jak dla mnie idealne zajęcie na weekend na działce. Plandeka na trawce i można przystępować do pracy. Tylko piłkę należy trzymać, żeby nie zwiało :)
Nie jest to lampa z metalu, nie jest to uszlachetniony plastik, ale lampy wiszą wysoko. A cena, przy robótce ręcznej, się zaniża. Bo taka lampa np. w OBI kosztuje prawie 400zł.



A instrukcja wykonania lampy ze sznurka jest tutaj, na blogu MADE BY GIRL:
http://madebygirl.blogspot.com/2010/08/my-diy-moooi-pendant-light-in-progress.html



sobota, 12 maja 2012

W "Kaziu, zakochaj się!"

Zmieniając deczko tytuł jednej z piosenek Kabaretu Starszych Panów. A rozchodzi się o krakowski Kazimierz. 

Ale zanim sedno sprawy, napiszę o rzeczach bardziej personalnych, a mniej istotnych:
Mam taki zwyczaj, że w każdym miejscu, a dokładniej mieszkaniu, w którym jestem i znajduję zastane i najczęściej zakurzone książki i otwieram je na przypadkowej stronie. To, co przeczytam, staram się dopasować do rzeczywistości, odnieść do pobytu w danej mieścinie.


Piątek i sobotę spędziliśmy w Krakowie, montując kolejną filię biur Businesslink. Ponieważ wyjazd stał pod znakiem zapytania do ostatniej chwili (czy to już u nas nie norma?) mieszkanie, w którym będziemy nocować rezerwowałam na ostatnią chwilę. Mieszkania w Krakowie są drogie i najczęściej - kuriozalnie, w stosunku do tego starego miasta - bez duszy. Tanio, wczesnokapitalistycznie i pod kolonie. 

Ale uwiodła nie nazwa: Apartament magiczny. I cena: 230 zł za dobę (w porównaniu do tych za  260zł w górę). Pięćdziesiąt pięć metrów, ponad trzy metry do sufitu (a i tak podwieszany!), mnóstwo cegieł i drewna. Okna na dwie strony świata, jedno z dołączonym gratis balkonem.













Dla wszystkich, chcących zarezerwować mieszkanie, link:
https://www.inturs.net/SR/szczegoly.php?lang=pl&k=1&pk=2&ido=2183


A co do cytatu i samego Kazimierza. Na półce znalazłam "Kordiana" i otworzyłam. I zobaczyłam piękną rzecz:

KORDIAN:
A Kazimierz?
GRZEGORZ: 
Zginął.

Kazimierz nie zginął! Śmierć Grzegorzowi, który tak twierdzi. Wręcz przeciwnie, Kazimierz tętni życiem, głównie nocnym. To bardzo zabawne połączenie rano widzieć same dzieciaki na hulajnogach, wieczorem - tabuny dorosłych. Na krakowskim Kazimierzu byłam po raz ostatni - i jedyny zresztą - około 8 lat temu. Nie podobał mi się, nie urzekł, magia nie zadziałała. Może przez zimny hotel, może przez wcześniejszy brak dobrze poinformowanego miejscowego, który poradzi, w którą uliczkę skręcić. Tym razem miejscowy był i dał nam jedną radę: wchodźcie wszędzie! Nawet najbardziej licho wyglądająca knajpka, po przekroczeniu progu momentalnie zamienia się w ogromny, głośny retrotygiel. Prawdę powiedział. Magia zadziałała.

Takie to moje zdanie krakowskiego laika, a - cytując mistrza Kazimierza Górskiego - "co do szczegółów, to niech się wypowiedzą specjaliści". Czyli Krakusy :)

I jeszcze zamieszczam parę zdjęć (słabych, bo po zmroku) z krakowskiej realizacji:
Projekt: Dekornik, realizacja: Dekornik of course.







Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...