
Wylądowaliśmy w Grecji, a dokładnie w Salonikach. Z lotniska w Salonikach należało przemieścić się na drugą stronę miasta, dwoma środkami lokomocji. Po dotarciu na drzworzec "po drugiej stronie miasta" nastąpiła przesiadka do miasta Kavala, a podróż autobusem klasy B po drogach klasy A zajęła nieco ponad dwie godziny. Z Kavali już tylko prom, półtorej godziny, na malowniczą wyspę Thassos.
Thassos to wyspa gór. I zatok. Część wyspy (wschodnie wybrzeże) to turystyka, druga część to po prostu Grecja. Białe budynki, granatowe okiennice, bordowe kwiaty. Dużo ruin (piszę do domach), trochę tawern, jeden, dwa sklepy na miasteczko. Do tego fale, domy poustawiane na skalach i jaskółki, które latają niżej od tarasów. Widoki niezwykłe.
Szukaliśmy w Grecji wyspy, która nie kojarzy się z hotelami. Nie ma w nazwie Kos lub Chania, a leżaki na plaży nie są częścią krajobrazu. Zachodnie wybrzeże wyspy Thassos, pływającej przy brzegu Macedonii, spełniło te wygórowane w kontekście Grecji żądania. W naszym znalezionym kompletnie przypadkiem miasteczku Skala Maries jest pięć tawern, w tym jedna uważana za najlepszą na całej wyspie. Jest także jedna piekarnia i jeden supermarket w pojęciu greckim, w niczym nieprzypominający sklepów Społem. wszystko prowadzone jest przez lokalnych mikrobiznesmenów, bardziej przyjaznych i serdecznych niż Ci z marketingowych plakatów. Przykład: nasze mieszkanie nie ma internetu. Musimy więc codziennie człapać do jednej z tawern (tej najlepszej na wyspie), żeby odsiedzieć w niej bite 60 minut i pozałatwiać sprawy na linii Warszawa - Skala Maries. Nico, właściciel knajpy, widząc nasze zmieszanie i wyczuwając w powietrzu problem, poinformował nas, że mieszka niedaleko naszego domu i że jeśli chcemy, może udostępnić nam dane do sieci, abyśmy mogli legalnie podkradać internet. Do naszego mieszkania sprytny plan co prawda nie sięga, ale już kilka kroków poza budynkiem - owszem. Widok chłopaka i dziewczyny, siedzących z laptopami na skałkach przydrożnych jest dla mieszkańców wręcz zdumiewający, toteż nie praktykujemy tej metody zbyt często. Ze szkodą dla bloga, niestety…
Jutro opiszemy, jak żyje się w Skala Maries, dlaczego wszystkie wioski nadmorskie mają w nazwie Skala i są całkiem nowe. A wszystko to wiemy od uroczej pary prowadzącej najlepszą tawernę w Thassos. Raczą nas codziennie takimi opowieściami. I darmowym ciastem.
Ściskamy ciepło wszystkich czytelników!















Ale pięknie...
OdpowiedzUsuńZazdrościmy tutaj gdzie pada i wieje. NO i ciepłe dni nie chcą przyjść...ahhh piękne!!
Życzę udanej podróży! i pieknych zdjęć!