środa, 30 stycznia 2013

Dywagacje miejskiej dziewczyny. I miejskich kotów.

Wczoraj Koty po raz pierwszy odwiedziły naszą nową pracownię. Ich ulubionym miejscem naszej pracy były oczywiście warszawskie Filtry, gdzie urzędowaliśmy ponad dwa lata temu. A to za sprawą wiecznie otwartego balkonu i zieleni na wyciągnięcie łapy. Budynki na filtrach miały w ogóle ciakwy system. Podzielone były na enklawy,  ogrodzone siatką. W każdej z takich enklaw było sześć budynków. W każdym z budynków było sześć pięter (dobudowane), a na każdym piętrze po dwa spore mieszkania. Mieszkaniom na parterze zostało jeszcze coś na kształt balkonów z czteroskrzdłowymi drzwiamy, które można było w upalne drzwi otworzyć, wpuszczając nieco przewiewu w stuletnie mury.
I te balkony uwielbiały koty. A dokładnie nie balkony, ale to, że były dla nich furtką do lepszego, zielonego świata wycieczek po okolicznych ogródkach. W związku z wędrówkami czworonogów i ja fundowałam sobie niewielki spacer co 20 minut w poszukiwaniu podróżników :)

Basta o Filtrach, czas przejść na... Ogrodową. Bo Ogrodową ogrodową jest jedynie z nazwy. Czerpiąc z przepastnej wiedzy internetu na temat historii naszej pracowniczej ulicy (a muszą Państwo wiedzieć, że szukanie informacji o przeszłości miejsc to mój konik) natknęłam się na informację, że faktycznie w XVIII wieku ulica biegła nieopodal pięknych ogrodów. Następnie stała się miejscem przemysłu i rzemiosła (pierwsze wzmianki  dotyczą browaru) oraz zabawy i tańca (najsłynniejsza sale do pląsania Pod Trzema Murzynami i Pod Trzema Koronami). Co ciekawe, Ogrodowa zapracowała sobie także na opinię ulicy... szarlatanów. Na stronie www.warszawska.info znalazłam ładny fragment o praktykach lekarskich, który zamieszczam poniżej:
Tu przemieszkiwał zmyślony doktor za czasów pruskich, zwany Antosiem. Był to prosty parobek, służący przedtem w aptece Wasilewskiego na Podwalu, który zamiatając codziennie aptekę zbierał rzucane i nie przechowywane wtedy recepty. Po oddaleniu się od obowiązku, uzbierawszy znaczny ich zapas, ogłosił się pomiędzy łatwowiernym ludem za doktora. Proszącym jego rady dawał recepty z worka losem wyciągnięte, zachowując przy tym pewne korowody na sposób loteryjnej gry. Szczęście sprzyjało mu dość długo i do tego stopnia, że nawet osoby z wyższym ukształceniem nie wstydziły się jego progi nawiedzać i szukały w tajemniczym worku ratunku na swoje dolegliwości. Ale wszystko na tym świecie jest zmienne; upadła więc i jego renoma razem z dochodami. Kiedy raz recepta przepisana dla konia dostała się osłabionemu elegantowi, policja ówczasowa sprzątnęła zaraz improwizowanego medyka i po procesie wytoczonym musiał ponieść zasłużoną karę.

 źródło: warszawska.info
 ulica Leszno ---> Aleja Solidarności, ul. Solna ---> kawałek ul. Jana Pawła II
źródło: warszawska.info
 
Dziś ani szarlatanów ani ogrodów na naszej ulicy nie uświadczymy, jednak jest tu nasza pracownia w budynku starej, choć powojennej drukarni. A wczoraj w pracowni były nawet koty. I chyba ze względu na znacznie większą powierzchnię niż w poprzednich pracowniach, nie czuły się tak osaczone jak kiedyś. Po trzech godzinach opanowały to miejsce. Totalnie.

Pierwsza godzina:



Druga godzina:




Trzecia godzina:


I godzina dziesiąta czasu środkowoeuropejskiego. Od nadmiaru wrażen, koty padły:

Kolejna wizyta na wiosnę :)
Wtedy także zrobię zdjęcia naszej ulicy, w dzisiejszym kształcie. Aura nie sprzyja, ulica znacznie lepiej będzie wyglądała w zieleni. Tej, która pozostała.

PS I jeszcze jednak ważna informacja: na wczorajsze maile odpowiadał Białek. Z góry przepraszam :)

2 komentarze:

  1. no praca idealna! ładne pomieszczenie i do tego 2 koty szefowie ;) i kto by nie chciał z Wami pracować? :D

    OdpowiedzUsuń
  2. kot grający w terminatora!!! wspaniałe!

    nie mówiąc o przestrzeni, którą nie tylko lubią koty - pięknie!

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...