Wczoraj Koty po raz pierwszy odwiedziły naszą nową pracownię. Ich ulubionym miejscem naszej pracy były oczywiście warszawskie Filtry, gdzie urzędowaliśmy ponad dwa lata temu. A to za sprawą wiecznie otwartego balkonu i zieleni na wyciągnięcie łapy. Budynki na filtrach miały w ogóle ciakwy system. Podzielone były na enklawy, ogrodzone siatką. W każdej z takich enklaw było sześć budynków. W każdym z budynków było sześć pięter (dobudowane), a na każdym piętrze po dwa spore mieszkania. Mieszkaniom na parterze zostało jeszcze coś na kształt balkonów z czteroskrzdłowymi drzwiamy, które można było w upalne drzwi otworzyć, wpuszczając nieco przewiewu w stuletnie mury.
I te balkony uwielbiały koty. A dokładnie nie balkony, ale to, że były dla nich furtką do lepszego, zielonego świata wycieczek po okolicznych ogródkach. W związku z wędrówkami czworonogów i ja fundowałam sobie niewielki spacer co 20 minut w poszukiwaniu podróżników :)
Basta o Filtrach, czas przejść na... Ogrodową. Bo Ogrodową ogrodową jest jedynie z nazwy. Czerpiąc z przepastnej wiedzy internetu na temat historii naszej pracowniczej ulicy (a muszą Państwo wiedzieć, że szukanie informacji o przeszłości miejsc to mój konik) natknęłam się na informację, że faktycznie w XVIII wieku ulica biegła nieopodal pięknych ogrodów. Następnie stała się miejscem przemysłu i rzemiosła (pierwsze wzmianki dotyczą browaru) oraz zabawy i tańca (najsłynniejsza sale do pląsania Pod Trzema Murzynami i Pod Trzema Koronami). Co ciekawe, Ogrodowa zapracowała sobie także na opinię ulicy... szarlatanów. Na stronie www.warszawska.info znalazłam ładny fragment o praktykach lekarskich, który zamieszczam poniżej:
Tu
przemieszkiwał zmyślony doktor za czasów
pruskich, zwany Antosiem. Był to prosty parobek,
służący przedtem w aptece Wasilewskiego na
Podwalu, który zamiatając codziennie aptekę
zbierał rzucane i nie przechowywane wtedy
recepty. Po oddaleniu się od obowiązku,
uzbierawszy znaczny ich zapas, ogłosił się
pomiędzy łatwowiernym ludem za doktora.
Proszącym jego rady dawał recepty z worka losem
wyciągnięte, zachowując przy tym pewne korowody
na sposób loteryjnej gry. Szczęście sprzyjało mu
dość długo i do tego stopnia, że nawet osoby z
wyższym ukształceniem nie wstydziły się jego
progi nawiedzać i szukały w tajemniczym worku
ratunku na swoje dolegliwości. Ale wszystko na
tym świecie jest zmienne; upadła więc i jego
renoma razem z dochodami. Kiedy raz recepta
przepisana dla konia dostała się osłabionemu
elegantowi, policja ówczasowa sprzątnęła zaraz
improwizowanego medyka i po procesie wytoczonym
musiał ponieść zasłużoną karę.
źródło: warszawska.info
ulica Leszno ---> Aleja Solidarności, ul. Solna ---> kawałek ul. Jana Pawła II
źródło: warszawska.info
Dziś ani szarlatanów ani ogrodów na naszej ulicy nie uświadczymy, jednak jest tu nasza pracownia w budynku starej, choć powojennej drukarni. A wczoraj w pracowni były nawet koty. I chyba ze względu na znacznie większą powierzchnię niż w poprzednich pracowniach, nie czuły się tak osaczone jak kiedyś. Po trzech godzinach opanowały to miejsce. Totalnie.
Pierwsza godzina:
Druga godzina:
Trzecia godzina:
I godzina dziesiąta czasu środkowoeuropejskiego. Od nadmiaru wrażen, koty padły:
Kolejna wizyta na wiosnę :)
Wtedy także zrobię zdjęcia naszej ulicy, w dzisiejszym kształcie. Aura nie sprzyja, ulica znacznie lepiej będzie wyglądała w zieleni. Tej, która pozostała.
PS I jeszcze jednak ważna informacja: na wczorajsze maile odpowiadał Białek. Z góry przepraszam :)













no praca idealna! ładne pomieszczenie i do tego 2 koty szefowie ;) i kto by nie chciał z Wami pracować? :D
OdpowiedzUsuńkot grający w terminatora!!! wspaniałe!
OdpowiedzUsuńnie mówiąc o przestrzeni, którą nie tylko lubią koty - pięknie!