Izabela Makosz założyła warszawską sieć salonów depilacji Time for Wax. Koncept znany m.in. w Niemczech został zgrabnie i skutecznie przeniesiony do Polski. Po siedmiu latach intensywnej pracy nad rozwojem firmy, właścicielka postanowiła napisać książkę. I to nie byle jaką!

Mimo piątkowej wizyty u dentysty i ekstrakcji ósemek, pognałam na premierę, która odbyła się w niewielkim gronie w jednej z warszawskich knajpek. Ponieważ te książki są do kupienia w tandemach (jedna dla kupującej i jedna, aby obdarować nią bliską osobę), zabrałam ze sobą przyjaciółkę (mamę Zosi i Jacka, znajomych z naszych dekornikowych zdjęć). Znam wypowiedzi Izy Makosz na wylot - z filmów promocyjnych zamieszczanych na YouTubie oraz licznych wywiadów. I chciałam, abyśmy obie posłuchały wspólnie kobiety pewnej siebie, przebojowej i takiej, która wypracowała piękny model biznesowy. I to dosłownie wypracowała, bo jej opowieści pełne są nieprzespanych nocy, kołowrotków w głowie, tabeli, plansz, rozmów i rad. Czyli trochę jak każda z nas.
Na początku jest taki mały poszukujący muminek, a kiedy zaczyna wszystko działać, łapiemy wiatr w żagle. Iza Makosz na dobry kurs wpłynęła już chyba na stałe (sama zresztą tak mówi) i dobrze posłuchać takiej osoby.
Ale czy dobrze poczytać?
Zastanawiałam się, czy w książce znajdę coś więcej niż na jej kanale poradniczym TIME FOR BUSINESS TV. TFB to osiemdziesiąt krótkich filmików, które podpowiadają, jak radzić sobie z codziennością, kiedy buduje się firmę i kształtuje markę. Obawiałam się, że książka będzie spisem wszystkiego, co w filmikach wyłożone jest za pomocą krótkich rad. Że zostanie to przywdziane w prozę i puszczone jako nowa treść.
A tu surprise :)
Gra o biznes / Sezon 1 (co sugeruje, że będzie sezon 2) to sprytna, piekielnie łatwa do czytania książka. Lektura zajęła mi jeden dzień.
Iza Makosz po kolei wtajemnicza nas w momenty ważne w swoim życiu jak rzucenie korporacji, otwarcie pierwszego salonu, kryzys i konflikt załogi, walka o klienta. Fajne. Szybkie. Konkretne.
I teraz, uwaga, pięć najważniejszych rzeczy, które wyczytałam w tej książce (gradacja od najmniej do najbardziej treściwych):
NUMER 5: Jeśli planujesz dla biznesu ulotki lub katalogi, to upewnij się, że rozdaje je prawdziwy „ambasador” marki. A trudno, żeby był nim np. Pan listonosz. Dlatego jeśli już inwestujesz w druk, zainwestuj też w dobrego „listonosza”, który opowie o firmie i sprawi, że ktoś, do kogo trafi kartka, sprawdzi, co jest na niej napisane.
jeśli inwestujesz w szkolenie, pamiętaj o tym, żeby sprawdzać efekty.
Nie wystarczy zainwestować, potrzebna jest troska, o to, co się z tą inwestycją dzieje.
NUMER 4: Dbamy o relacje z klientami, przed zakupem i na długo po zakupie naszego produktu.
Jest takie ładne zdanie w książce Jacka Welcha („Winning znaczy zwyciężać”): Rozmawiaj często ze swoim klientem, bo tylko wtedy masz pewność, że nie rozmawia z nikim innym. Bardzo trafne. Jak się okazało, podobnie piszą w Polsce :)
NUMER 3: Otaczaj się tylko tymi, którym ufasz i którzy Cię wspierają.
Iza Makosz proponuje taki ładny podział:
1) Osoby niekompetentne, ale wspierające (rodzina)
2) Ci, którzy się nie znają, nie wiedzą, ale żeby nas uchronić przez rozczarowaniem mówią „Nie rób”. (też często rodzina:)
3) Niekompetentni i niewspierający (niezbyt fajni znajomi)
4) Kompetentni i wspierający, czyli ludzie, którzy coś osiągnęli (lub są w trakcie) i znają się. A do tego dobrze Ci życzą.
To, że grupę trzecią należy wyrzucić z kręgu najbliższych, to wiadomo. Grupy drugiej nie słuchać, bo kompetencji brak. Grupy pierwszej słuchać średnio uważnie, a w słowa ludzi z grupy czwartej wsłuchiwać jak w modlitwę. To gwarant jakości.
Ignorować tych niekompetentnych nauczyłam się jakieś dwa lata temu, to jest zadanie pikuś. Trudnym zadaniem jest za to znaleźć ludzi z grupy czwartej. Tak naturalnie i niewymuszenie (nie na spotkaniach tzw. networkingowych, ale w życiu). Znam takich osób tyle, że mogę wyliczyć na palcach jednej ręki. I chyba wyliczę:
- dziewczyny z HUSH WARSAW, czyli Magda Korcz i Ania Pięta, które z niczego założyły świetne targi mody. Znam je długo (sami występowaliśmy jeszcze na Ściegach Ręcznych, niegdysiejszej odsłonie Husha). Niewiele brakowało, a dziewczyny bym minęła. Nie chciałam brać udziały w targach, a namówiła mnie do tego Gosia, dziewczyna pracująca wtedy z nami. Poszłam. Wsiąkłam. Do dziś współpracujemy. Kapitalne, aktywne dziewczyny. Wariatki, ale pozytywnie.
http://hushwarsaw.com/
- Ola z bloga „Apetyczne Wnętrze”. Ola komentowała kiedyś nasze remontowe zmagania na blogu. Napisała wtedy, że sama prowadzi bloga i przez kilka lat obserwowałam, jak rozwija się jej strona. Od tego czasu (to jakieś 4 lata chyba) Apetyczne przerosło Dekornikowego bloga i teraz to ja komentuję u Oli :) Ola jest architektem i blog jest jej pasją. W tym roku po raz pierwszy zgromadzila wnętrzarskie blogerki i wywiozła je do Krakowa. Sama obdzwoniła firmy, wypytała o spotkania, upominki. Zorganizowała hotel w zamian za wzmianki na blogach. Świetna akcja. Do tego wreszcie w tym roku po raz pierwszy się spotkałyśmy (zostałam przez nią przyszpilona krótki mailem o treści: KASIAAAAAA, KAWAAAAA!) i nie żałuję. Marzę, żeby Ola dołączyła kiedyś do naszej Ekipy Dekornika. I kiedyś to zrobimy!
http://apetycznewnetrze.blogspot.com/
- Magda Pankiewicz - ilustratorki i malarka. Talent nieprzeciętny. Też komentowała nasze wyczyny remontowe. Kliknęłam w załączony link i przepadłam. Zakochałam się w kresce Magdy. Kilkukrotnie już publikowałam jej prace na blogu, a przez chwilę miałam pomysł umieszczenia jej rysunków w naszym sklepie. Dekornik ma jednak inny koncept i finalnie zrezygnowałam. Ale wspieram. Z Magdą zrobiłyśmy kiedyś nawet wspólną akcję w biurze, które dekorowaliśmy. Wykonała dla firmy specjalną grafikę przedstawiającą ikony PRLu. Firma była zachwyconą efektem, o swoich wrażeniach nie mówię. Teraz Magda ilustruje dla Zwierciadła, Orange, Nivei i H&M.
http://www.magdalenapankiewicz.com/
- Beatka, czyli autorka bloga mamanabahama.blogspot.com i moja skarbnica dobrych rad. Jedyna dziewczyna, jaką znam, która nie waha się chwycić słuchawkę lub błyskawicznie wyskrobać maila, kiedy wpadamy na jakiś pomysł. Dlatego pomaga nam w Dekornikowej i Kumatej promocji. Generalnie nie lubię radzić się ludzi. Nie lubię opowiadać i dostawiać znaków zapytania, ale Beata jest chyba jedyną osobą (oprócz Maćka), której zdradzam stan mojego umysłu. Piekielnie mądra osoba. Mama małej Laury, autorka wspomnianego bloga, doktor polonistyki i pasjonatka polskiego (choć chyba nie tylko) designu. Stały „wykładowca” targów i szkół wnętrzarskich i redaktor fachowych portali. Full kompetencja.
http://mamanabahama.blogspot.com/
Więcej „grzesznych” nie pamiętam :)
NUMER2: Drużyna to jedno! Nie trener i zawodnicy, ale drużyna. Gramy do jednej bramki. Nie ma firmy, nie ma pracy. Ani dla załogi, ani dla brygadzisty. Dlatego bądź dobrym zawodnikiem na boisku, bądź dobrym trenerem.
Jest w książce anegdota, kiedy autorka, prowadząca do tej pory firmę według wbudowanego wyobrażenia szefostwa i przywództwa, zorganizowała anonimową ankietę o tym, jak dziewczyny z TFW postrzegają firmę. A jak firmę to i brygadzistę. No i się dowiedziała! Iza wyczytała o sobie takie rzeczy, że potem był tylko płacz. Na szczęście po nim nastąpiła akcja (czyt. zmiana). Dobra, pouczająca historia.
NUMER1: Działaj. Nie dumaj. Nie bajdurz.
W książce „Work Smarts” Betty Liu (dziennikarki Bloomberga) wyczytałam z kolei piękną przypowiastkę, która wspaniale wpisuje się w opowieści z polskiego podwórka i książki „Gra o biznes":
W balii pełnej wody pływa pięć myszy. Cztery z nich postanawia wyskoczyć. Ile myszy zostaje w balii?
ODPOWIEDŹ: Pięć. bo pomiędzy mówieniem a działaniem jest duża różnica.
I z tą myślą zostawiam Państwa. Dobrego czytania. I działania.