Ten weekend był pracowitym weekendem :(
Ale pozostały po nim dwa pozytywne znaki:
1. Znalazłam archiwalne zdjęcie Rudaska, z mojego pierwszego wynajmowanego ursynowskiego M1. Rudal miał wtedy ok. 4 miesięcy (może mniej, wszak to dawno) i.. był chudziutki. Wtedy także jeszcze myślałam, że jest dziewczynką, więc dumnie nosił imię Jola. Białek był Aleksandrem. I już był wielki:)
2. Fototapeta zawisła w naszej pracowni. Dziś (z braku czasu) zdradzam jedynie fragment. Jutro opiszę dokładną operację (a jest materiał zdjęciowy) i pokaże finalny i ogólny efekt "fototapetowy".
poniedziałek, 23 sierpnia 2010
Coś słodkiego
Dziś rano znalazłam w newsletterze coś tak apetycznego, że od razu musiałam zjeść śniadanie na słodko. A dokładnie dostałam wiadomość z cudnego sklepu Le Merelle o nowościach i promocjach. I - jak śpiewali w starej polskiej piosence - "jeden szczegół wzrok mój przykuł" - zeszyty do kolorowania, na przepisy, na notatki wszelkiego rodzaju.

Jestem właśnie na "etapie francuskim" (jutro kończę intensywny kurs nauki tego języka), więc od razu zaczęłąm szukać La Merelle w polskich sklepach internetowych. I natknęłam się na Fafarafa, czyli jeden z największych chyba sklepów z dekoracją wnętrz i innymi bibelotami. Fafarafa ma w swoich przepastnych zbiorach parę rzeczy od Le Merelle, w tym właśnie zeszyt na przepisy. Może się skuszę...

czwartek, 19 sierpnia 2010
Nasz stół do sypialni
Zawsze marzyliśmy o stole kreślarskim, ogromnym, drewnianym, starym stole z miarką, najlepiej firmy Skala. Niestety przedmioty te - jakkolwiek cudne - mają dwie wady: 1. są piekielnie drogie, 2. używane, z Allegro, są jedynie do odbioru osobistego. A sprzedający bywali głownie z gór lub Pomorza.
Kupiliśmy więc namiastkę stołu kreślarskiego, czyli duże biurko z Ikei na białych kozłach. Wyglądało fantastycznie, kosztowało stosunkowo niewiele, ale...
No właśnie. Po pierwsze mebel okazał się zbyteczny, gdyż ani nie pracujemy w domu ani nie mamy stacjonarnego komputera. Po drugie, przy mojej wciąż poszerzającej się garderobie, brakowało miejsca na sukienki:)
Stół jednak jest nam niezbędny, gdyż jest elektroniczne pianino, którego - podczas nauki - trzymać na kolankach nie zamierzam.
Dlatego decyzja została podjęta: stół na koziołkach wędruje do pracowni, a w jego miejscu stanie mniejszy brat. Koziołki nieco zredukują swój kształt (i ciężar), a blat będzie nieco bardziej opalony.
Stół nie jest drogi - 130 zł i pochodzi z nowej, jesiennej kolekcji IKEI.
Oprócz stołu IKEA wprowadza jeszcze kilka nowości, które - kto wie - może zagoszczą w naszym domu.
Numer 1 - pudełka na buty, czarne-bardziej praktyczne
Numer 3 - miska "nie wodoszczelna" (cudne stwierdzenie), która byłaby pozornie zakupem abstrakcyjnym. Ale, ponieważ jestem stworzeniem sałatkowym, często podczas procesu przygotowawczego suszę sałatę, pomidory, rzodkiewki. To urządzenie to spełnienie moich marzeń - ja myję rzodkiewki, a sałata już elegancko się suszy. Następnie myję pomidory, ale rzodkieweczki już leżą na czerwonym stelarzu...
Także tę futurystyczną konstrukcję, przypominającą szkielet stadionu narodowego, także należy wziąć pod uwagę.
Kupiliśmy więc namiastkę stołu kreślarskiego, czyli duże biurko z Ikei na białych kozłach. Wyglądało fantastycznie, kosztowało stosunkowo niewiele, ale...
No właśnie. Po pierwsze mebel okazał się zbyteczny, gdyż ani nie pracujemy w domu ani nie mamy stacjonarnego komputera. Po drugie, przy mojej wciąż poszerzającej się garderobie, brakowało miejsca na sukienki:)
Stół jednak jest nam niezbędny, gdyż jest elektroniczne pianino, którego - podczas nauki - trzymać na kolankach nie zamierzam.
Dlatego decyzja została podjęta: stół na koziołkach wędruje do pracowni, a w jego miejscu stanie mniejszy brat. Koziołki nieco zredukują swój kształt (i ciężar), a blat będzie nieco bardziej opalony.
Stół nie jest drogi - 130 zł i pochodzi z nowej, jesiennej kolekcji IKEI.
Oprócz stołu IKEA wprowadza jeszcze kilka nowości, które - kto wie - może zagoszczą w naszym domu.
Numer 1 - pudełka na buty, czarne-bardziej praktyczne
Numer 3 - miska "nie wodoszczelna" (cudne stwierdzenie), która byłaby pozornie zakupem abstrakcyjnym. Ale, ponieważ jestem stworzeniem sałatkowym, często podczas procesu przygotowawczego suszę sałatę, pomidory, rzodkiewki. To urządzenie to spełnienie moich marzeń - ja myję rzodkiewki, a sałata już elegancko się suszy. Następnie myję pomidory, ale rzodkieweczki już leżą na czerwonym stelarzu...
Także tę futurystyczną konstrukcję, przypominającą szkielet stadionu narodowego, także należy wziąć pod uwagę.
wtorek, 17 sierpnia 2010
Nowe ustawienie w sypialni
Tak jak pisałam wczoraj, mamy nową sypialnianą aranżację. Zmiana ustawienia wynikała z tego, że nie moje ubrania nie mieścilły się już na dwóch wieszakach z IKEI i należało dostawić trzeci. Niestety mam tę przypadłość, że nie niszczę ubrań, więc powoli - acz konsekwentnie - zaczynają się one piętrzyć i niebezpiecznie zajmować jakże cenną przestrzeń mieszkaniową.

Zakupienie i złożenie trzeciego wieszaka sprawiło, że ściana, na której "oparte" było biurko i garderoba (z wieszakami), zaczęła stawać się za ciasna. Natomiast brak miejsca na w/w ścianie dla trzeciego wieszaka spowodowało, że trzeba go było ustawić.. no właśnie, gdzie? Sensownego miejsca brak.
I słanęło na roszadzie. Roszada odbyła się dokładnie jak w szachach, czyli zamieniliśmy króla (łóżko i komodę) z wieżą (garderobę i biurko). Prawie w linii prostej.
Przed roszadą:
Po roszadzie:

Przyznaję, że pomimo większej liczby mebli w pokoju (+1 wieszak), zrobił się on bardziej przestrzenny i jaśniejszy.
A to z bardzo prostej przyczyny: białej podłogi. Do tej pory połowa podłogi, pomalowana białą olejną farbą, przysłonięta była przez ogromne łóżko. Teraz, kiedy łóżko powędrowało na stronę wyściełaną klepką w kolorze naturalnym, "biała" część została pięknie wyeksponowana. Jaśniusieńka klepka cudnie odbija słońce, dzięki czemu sypialnia wydaje się promienna i znacznie większa.
Także jeśli zmagają się Państwo z "przyciasnością" pokoi, metoda jest jedna: podłoga na biało!
Ale to nie koniec wrażeń na dziś! :)
Sypialnia jest i tak zbyt ciasna i zbyt zabałaganiona (zdaniem Maćka). Będzie szafa. I mniejsze biurko.
Już kiedyś wspomniałam na blogu, że nasze wielkie kreślarskie biurko wywędruje kiedyś do pracowni i chyba wreszcie nadszedł czas, by słowo (pisane) stało się czynem. Zamiast biura w rozmiarze Maxi stanie biurko w rozmiarze Midi (nie mylić z Mini).
Mam już swój typ z IKEI, który opiszę jutro wraz z innymi nowościami z tego sklepu.
W temacie szafy precyzji brak. W stu procentach wiadomo jedynie, że:
- musi być biała
- musi być duża (i raczej wysoka)
- musi być niedroga
- i tu od Maćka: musi być solidna
Mission Impossible...
Subskrybuj:
Posty (Atom)























