To, że mężczyźni nigdy nie przestają być małymi chłopcami, to już ogólnie przyjęty fakt. I chwała im (facetom) za to, bo ich urwisowatość daje idealną podstawę (by nie powiedzieć podpórkę) dla naszej księżniczkowości. A przecież mamy równouprawnienie...
Łącząc dziecięcą naturą z męską narturą, otrzymujemy tzw. kupmicosie. "Kup mi coś" to fraza, którą najczęściej wypowiadają dzieci, mając świadomość, że ich rodzice wychodzą właśnie na zakupy. Dodając do tego pierwiastek męski, wiadomo, że "kupmicoś" musi być zabawką dla małego żołnierza, kierowcy, kosmonauty lub archeologa (choć dwa ostatnie są dyskusyjne, dwa pierwsze - zawsze działają).
I właśnie ostatnio, wychodzą na zajęcia z francuskiego, usłyszałam od Maćka kultowe "Kup mi coś". W takich - pełnych wysoko postawionych poprzeczek - sytuacjach, mam sprawdzony sklep, czyli FLO. A że FLO jest akurat na trasie francuski - dom, to i dodatkowych kilometrów nie nadkładam.
I tak oto Maciek i Piotruś (który z nami pracuje) dostali piękne prezenty: tekturowe maszyny jeżdzące, do składania. Of course Made in China.Polecam takie rozwiązanie każdej dziewczynie, która chce mieć przynajmniej 30 minut dla siebie. Tyle mniej więcej zabrało chłopakom złożenie samochodu wyścigowego i czterech czołgów.
Cena takiej przyjemności ( I czasu wolnego. I frajdy z patrzenia na majsterkujących panów.) to 5.20zł. Warto:)










Mi się najbardziej podoba to co zostało po tych wszystkich maszynach. Tekturki boskie! :D
OdpowiedzUsuń na zawsze"Kupmicos" traci koszmarnym konsumpcjonizmem :(
OdpowiedzUsuń na zawsze